Gdy jakoś w pierwszej połowie grudnia zeszłego roku dane mi było obejrzeć z bliska i prawie pomacać nowe Jimny, podzieliłem się ze znajomym wrażeniami, wspólnie doszliśmy do wniosku, że od czasów RX-8 nie było na europejskim rynku samochodu tak świetnie wyglądającego. Przy czym ta "świetność" polega na tym, że składa się z mnóstwa fantastycznie wyglądających i pasujących do siebie detali. Taka była RX-8 (niedowiarkom polecam odcinek Fifth Gear-takie zwiedzanie z przewodnikiem). Na tle paskudnej gamy modelowej Lexusa, CHR (albo jakoś tak) i innych Juków - bardzo miła odmiana.
W tak zwanym międzyczasie przypomnieliśmy sobie, że podobne kryteria spełnia przecież nowy Mustang, oraz niesłusznie niedoceniany Ignis + jeszcze kilka mniej istotnych i robiących mniejsze wrażenie.
I wtedy wchodzi ona, cała na...czarno Toyota Rav4, przy której nawet nowy Peugeot 508 wydaje się być estetycznym, proporcjonalnym autem.
Tak, sądzę że na europejskim rynku najbrzydsze samochody sprzedaje Toyota (z Lexusem, rzecz jasna).
Jeśli nie jesteście nowi w internetach, to wiedzieliście, że ten wpis musiałem kiedyś popełnić. Niestety ;-)
Znacie również odpowiedź na pytanie - "DLACZEGO?", o inspirowanej inspiracji inspiracją. Albo jakoś tak, w każdym razie palce maczał w tym Yossarian. Tak - dzisiaj będzie o kupnie samochodów, ale z mojej - demonicznej perspektywy. Więc jeśli masz nadciśnienie, grozi Ci wylew, szwankuje Ci serce, albo masz inne problemy ze zdrowiem które uwrażliwiają Cię na emocje - nie czytaj tego!
Jeśli mimo wszystko będziesz kontynuować - wiedz, że wkraczasz w strefę, gdzie:
Rozprawię się dziś z tytułowym tematem, ale najpierw "podkład", tym razem bez komentarza z mojej strony, z Waszej są jak najbardziej oczekiwane:
Yossarian w swoim tekście posłużył się kwotą 60 tysięcy złotych, która dla mnie jest kwotą absolutnie nieakceptowaną jako ceną za zwykłą osobówkę. Rozumiem - samochód terenowy, nawet SUV, dostawczak, jakiś samochód specjalny w stylu Multicara/UX100. A jeśli samochód osobowy to albo prestiżowa (przepraszam za brzydkie słowo - użyłem go tutaj w pierwotnym znaczeniu!) 'fura', sportowy ścigacz, ewentualnie warty tego jeżdżący zabytek - NIE MALUCH! Pomijając oczywiście kwestię, że sama kwota jest dla mnie aktualnie po prostu astronomiczna.
Jedziemy. Samochody nowe. Zakładam, że nie mam limitu cenowego, nie ma barier przy sprowadzaniu żelaza z zagranicy...
1. Pierdzidełko na miasto: (koniecznie w automacie)
- Suzuki Splash, może któryś z microcarów. Czyli krótko, wąsko, wysoko i ultrapraktycznie, bez marnotrawienia przestrzeni. I NIEZAWODNIE.
- Brazylijski Fiat Uno. Kto nie widział niech zobaczy!
- Suzuki Jimny - trzeba tylko skrzynię rozdzielczą zmienić na taką, która będzie miała międzyosiowy mechanizm różnicowy, może być rozłączany. I przyzwyczaić się, że bagażnik nie istnieje. Wspominałem coś o niezawodności? A skoro Jimny, to łagodnie przechodzimy do punktu 2.
2. Do wszystkiego, czyli 4x4:
- Land Rover Defender. Ostatnia szansa na zakup nowego, bo za chwilę Hindusi kończą produkcję. Spowoduje to pewnie strajk generalny w Wielkiej Brytanii, ale sprawa podobno przesądzona. Kupiłbym bez względu na głupi silnik z Forda, skomputeryzowanie, zawodną skrzynię biegów i rozdzielczą. O tym samochodzie marzę od dziecka, więc to wszystko zostaje mu z automatu wybaczone!
- Toyota HZJ7 - prawdziwy klasyk, znany na całym świecie. Pod pewnymi względami (słabe blachy, rozłączany napęd, elektryczna antena radiowa) gorszy od Defendera, ale niezawodność i świetny wygląd rekompensują to. Przy okazji - ktoś kojarzy cytat: "to AK-47, ulubiona broń naszego wroga!"?
- Agrale AM150. Tak, lubię proste pojazdy. A jak można nim VAT odliczać na bezdrożach!
- Poza wszelką klasyfikacją jest jeszcze MB W463, ale...nie, chyba nie...nawet pomijając fakt, że zaraz po odbiorze z salonu pewnie radzieccy ludzie by "się nim zaopiekowali" ;-) Takie skrajne, mieszane uczucia.
3. "Dupowóz" na trasę:
- MASTER!!! Najdoskonalszy byłby z wnętrzem zaaranżowanym w taki sposób, jak ostatni Trafic Evolution, czyli obrotowe fotele przednie, rozkładany stoliczek, lodówka, rozkładana do leżanki tylna kanapa, zasłonki na okna. Żal z czegoś takiego wysiadać nawet na tankowanie!
- Toyota Hiace - nadwozie wagonowe (cab-over-engine) to niewątpliwie jeden z najlepszych wynalazków motoryzacyjnych. W połączeniu z prostotą konstrukcji, niezawodnością i wnętrzem, które wygląda tak, jakby inżynierowie Toyoty popatrzyli na VW T5 i stwierdzili, że potrafią zrobić to samo, ale o wiele, wiele lepiej, całość stanowi niemal samochód doskonały.
- "Amerykańce" - Chevrolet Express/GMC Savana (najchętniej 1500 4x4), Chevrolet Tahoe i Suburban, czyli dowód na to, że GM potrafi jeszcze robić sensowne samochody. Co prawda w dwóch ostatnich jest go coraz mniej, ale i tak bym jeździł. Byle nie czarnymi! Był oczywiście jeszcze niedawno Ford Excursion, ale go nie ma.
4. Szybko, szybko!
- Toyota GT86 - o tym samochodzie już tyle wszyscy napisali, że ja już chyba nic nie wymyślę. I byłby to mój wybór #1 jeśli chodzi o samochody stricte sportowe, mimo iż uwielbiam dźwięk silników Ferrari (także jako Maserati).
- Dodge Challenger - niby podobny do powyższego a jednak zupełnie inny. Prawdziwe amerykańskie mięsko. Ale Fiat...
-Ariel Atom - jeśli gokart to za mało, to może Atom? Lekka konstrukcja (bo nie nadwozie), brak nadwozia, mocny silnik i...street legal. Oczywiście gdyby mnie było stać, nie martwiłbym sie o to, że w Polsce nie ma gdzie takim czymś jeździć :-)
5. Jeden, jedyny z powyższych + kasa na pakiet "kustom"?
DEFENDER 110SW
Podejrzewam, że jakbym miał kupować nówkę pewnie najpierw wybrałbym się do salonu Dacii i stamtąd wyjechał nowym samochodem. Poważnie. A skoro przy powadze jesteśmy - naprawdę są ludzie marzący o nowym BMW albo Audi? Avensisie Hybrid? Passaciku w tediku i w kombiku?
Trochę suchar wyszedł, ale chyba wiecie co chciałem powiedzieć. Wiecie, prawda? ;-)
Czas teraz na część drugą, czyli rzecz o samochodach używanych.
Wróćmy do pieniędzy - jeśli nie 60 tysięcy to ile? Bo to jeden z dwóch podstawowych problemów przy wirtualnym spełnianiu samochodowych marzeń. Drugim w moim i Wybranki przypadku jest to, że od jakiegoś czasu nasz samochód marzeń ujeżdżamy. Może nie jest idealny i jest parę rzeczy w nim do zrobienia - głównie przez to, że więcej stał niż jeździł, ale na dzień dzisiejszy już nie szukamy innego. I to wszystko za 4 tysiące złotych. Morzna? MORZNA!
No dobrze, to ile? Ponieważ zakładam, że pojazd będzie przeznaczony na używanie codzienne i będzie jedyny w domu, przyjąłem jako założenie w miarę realną kwotę 10 tysięcy. Co prawda pod koniec wyliczanki trochę się od tej kwoty się odsunę, w sumie odlecę...
1. Pierdzidełko na miasto:
- Citroen 2CV - nie powinien nikogo dziwić, bardziej ode mnie klasyczne Cytryny uwielbia chyba tylko Leniwiec/Basista, przy czym 2CV jest ultra wyjątkową i sympatyczną konstrukcją. W niej nawet wielogodzinne stanie w korku to przyjemność.
- Japońszczyzna prosto z Węgier, czyli: Suzuki Wagon R+/Opel Agila, koniecznie 4x4 oraz "terenowa" wariacja na ten sam temat, czyli Suzuki Ignis/Subaru Justy. Koń jaki jest, każdy widzi. I mało mnie obchodzi, że dla większości mieszkańców Kraju Nadwislańskiego widok tych konstrukcji wywołuje najczęściej uśmiech politowania. Autentycznie nie sądzę, że jeszcze kiedykolwiek motoryzacja wygeneruje konstrukcję tak udanie łączącą autentyczny fun i praktyczność.
2. Do wszystkiego, czyli 4x4:
- Suzuki Samurai - tak jak w przypadku samochodów nowych - Jimny łapie się tak na punkt 1 jak i 2. Bo zwinny w mieście i nie do zatrzymania w terenie. Prawdziwym terenie. Koniecznie z blaszanym dachem, najlepiej podwyższanym, najlepiej z dieslem 1,9 i na sprężynach...czyli Santana Samurai ;-) Ceny sensownych egzemplarzy zaczynają się tuż poniżej 10 tyś.
- Jeep CJ7 + Wrangler YJ - prosta konstrukcja, prosty silnik, tylko te mosty...Koniecznie z twardym dachem. A nie, czekaj...;-) Z Jeepów "niestety" tylko tyle mnie rusza, może być nawet koreańska kopia z plastiku - Asia Rocsta albo SsangYong Korando (nie, nie ten mercedesowski), albo japońska od Mitsubishi, albo indyjska Mahindra.
- Land Rover Defender - w przypadku używanych Defenderów już nie jest tak różowo. Raz, że sporo ludzi nie zdaje sobie sprawy z nieco innej konstrukcji (właściwie chodzi o detale...), dwa że poniżej 10tysięcy zwykle są to "auta na części, bez prawa rejestracji".
3. "Dupowóz" na trasę:
- Renault Trafic, najchętniej 4x4 - baaardzo udana konstrukcja, pomijając pewne charakterystyczne dla Trafica awarie i - powiedzmy - niedomagania. W tym momencie zauważyłem, że niby mam sie za motoryzacyjnego frankofila, a jakoś pojazdów znad Sekwany trochę mało...zamiast tego...
- Klasyczny VW LT "ogórek" - niesamowity samochód. Głośny, powolny (z długiej górki udało mi się go rozpędzić do 110km/h!), ale...no właśnie. Ma w sobie tyle jakiejś takiej przyjazności, normalności i przewidywalności. I jeszcze jedno - JAK NIESAMOWICIE SKRĘCA!!!
- VW Transporter T3 - silnik z tyłu, opcjonalny 4x4, konstrukcja z czasów, gdy VW robił proste, niezawodne i łatwonaprawialne samochody. Oczywiście dla "typowego Janusza" T3 to wyjątek - mam na myśli oczywiście układ chłodzenia i "słynny" termostat. Stąd nagminnie przegrzewające się silniki i podskakujące w nich głowice.
- Citroen BX - koniecznie z silnikiem XUD.9. TAK BARDZO CHCĘ! Z całej listy samochodów używanych to chyba jego najbardziej bym chciał mieć jako jedyny w domu. A jakby jeszcze automat! Jeździłbym sobie w tę i z powrotem, bujając się na dziurawych drogach, przy akompaniamencie cykającej co jakiś czas pompy...Pamiętam niesamowite wrażenia z pierwszej przejażdżki takim za kierownicą, bez pasażerów...
Teraz bez limitu cenowego:
4. Klasyk:
- Od niego wszystko się zaczęło, to konstrukcje tej firmy sprawiły, że zacząłem interesować motoryzacją, to on miał być moim pierwszym samochodem...MERCEDES! W115 200D o mało co nie stal się moim pierwszym czterokołowcem (dziś wiem, że bym sobie nie poradził, więc dobrze się stało), to W110 i W120 jako dzieciak zdarzyło mi się jechać jako pasażer taksówki (Warszawą też, ale to insza inszość), dlatego każdy klasyczny mercedes - oprócz wymienionych - W111, zaskakująco już zakwalifikowany jako klasyk przez samego Mercedesa W190, W123, W124, W109...nieważne!
- Citroen DS - #jedynytaki, NAPRAWDĘ jedyny! To jest samochód z lat PIĘĆDZIESIĄTYCH! Już wtedy miał hydrauliczne wspomaganie "wszystkiego", doświetlanie zakrętów, komfort na takim poziomie, który do dziś nieosiągalny jest przez większość producentów. I ten wygląd! Oczywiście pomijam, co Citroen zrobił z takim dziedzictwem współcześnie, ale to nieważne.
- Peugeot 504 - wspominałem, że będąc w Afryce (1996) jechałem takim NOWYM parę razy? Wrażenia jak w W123 z charakterystycznym, dziurkowanym skajem na siedzeniach. I chyba tylko zawieszenie bardziej komfortowe :-)
- Citroen HY - trudno go pomylić z czymkolwiek, charakterystyczny wygląd...tak brzydki, że aż piękny. Gdzie są prawdziwe Citroeny?
5. Dom na kółkach:
Od dłuższego czasu, tj. od kilkunastu lat "chodzi za mną" ten temat. Wziąć nie kampera na dostawczaku , ale solidne podwozie najlepiej ciężarowe lub heavy-duty terenowe...taki Star 266 na przykład (który potrafię prowadzić, ale mi nie wolno), Unimoga, Volvo C303 (lub którakolwiek z podobnych konstrukcji) i do tego małe mieszkanko, gwarantujące pełną mobilność i niezależność (np. Hymer albo Actionmobil). O ile jest Wi-fi :-)
Czy to wyczerpuje temat? nie ma mowy! Ale teraz już wszyscy wiedzą, dlaczego samochody moich marzeń nie mieszczą się w garażu moich marzeń :-)
Przepraszam, że taki długi tekst wyszedł. Jakoś tak...wyszło, samo. Bo miało być krótko i na temat!
P.S. Bez zdjęć, bo zakładam, że czytelnicy wiedzą jak wyglądają wymienione pojazdy.