"C
hcieć czegoś od życia to jak z dłubaniem w nosie - trzeba się sporo nakręcić żeby coś wyszło" (mądrość ludowa, autor nieznany)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Miks autorski część 18 - Taka sytuacja, albo hardkorowe grzyby w oparach prestiżu

Здравейте!

Z obserwacji które poczyniłem, mogę z całą pewnością wyciągnąć wniosek, że mój ostatni wpis owszem, cieszy się sporym zainteresowaniem/czytactwem, ale komentować to nie ma komu! :-))
W sumie się nie dziwię. Ale nie ma co strzępić klawiatury - czekają na Was, drodzy Czytelnicy całkiem solidne (moim zdaniem) fury, które obfociłem z narażeniem różnych taki podczas kilkunastu dni okołoświątecznych. Inna sprawa, że (znów) długa i imponująca byłaby lista fur, których nie udało mnie się złapać, z różnych powodów.

Taka sytuacja - Felicia, wygląda na typowy "grzybowóz"; pokrowce na siedzeniach, poduszka na siedzeniu kierowcy i tym podobne gadżety (byłoby więcej zdjęć, ale się kręcili różni tacy), zaś na tylnej klapie:
Świetny stan i czarne blaszki!


To Audi już u mnie było, teraz w trochę lepszej jakości.
Kolejny dresowóz. Jak nie lubię BMW, to tym bym jeździł. Do przodu i do tyłu, nie bokiem, na pohybel trzem paskom!!!

Czy to oznaczenie legendarnej "wypasionej" wersji?

Peżotu oczko wypadło!
Prestiżowy Karton. Właściwie zostały tylko opary ;-)
...a prestiż został zastąpiony przez absurd...

Kiedyś w Nissanie potrafili wykombinować coś naprawdę ciekawego i oryginalnego nawet w segmencie, który mnie zupełnie nie rusza.


Podwójne widzenie dla dwóch takich...tzn. Qropatwy i Yossariana. Ta ciemniejsza to chyba składzik części...a podobno się nie psujom ;-)

Omega, czyli Senator - wiadomo. Jeździ i gnije.
Po konsultacji dendrologicznej z Wybranką z całą pewnością mogę poinformować, że na fotelu pasażera siedzi sobie wygodnie Thuja.
P106, zawsze pozytywnie!

Ta Mazda też u mnie już była, ale mnie się podoba. I co mam z tym zrobić?
Japonská vlk v rouše beránčím:
Wygląda, jakby w lakierni pomylili pojazdy...;-)
To T3 były policyjne???
TO JEST PRAWDZIWY SZWAJCAR. Wnoszę to po obserwacji, którą poczyniłem na pięknych drogach w tym dziwnym, acz pięknym kraju, a właściwie ogromnej ilości takich właśnie wynalazków na tychże drogach. Wynalazków tj. - LT, Crafter, Sprinter, widoczny tu B120, Mascott, Daily...wystarczy bliźniak na tylnej osi, do tego na ramie siodło i śmigają takie z małymi naczepami! Wynika to zapewne z lokalnych przepisów podatkowych/drogowych, ale w tym akurat przypadku nie wiem jakich.
Tak! widzę, że stoi na martwej strefie. choć wokół pełno miejsca...

Na dziś to byłoby wszystko, mam nadzieję że się podobało.
To był 60 wpis (!!!) i szczerze mówiąc, nie wiem kiedy będzie kolejny.

sobota, 26 kwietnia 2014

Rżycie: Tytuł zobowiązuje, albo "wielotematycznie, ale bardziej muzycznie".

Witojcie!

 Na sam pierw się pokajam, bo wstyd mnie niemożebnie! Powodem zaś tej konfuzji jest fakt, że dopiero kilka dni temu miałem pierwszą styczność z twórczością pewnego zespołu. Nie to, że nie wiedziałem o nim; jako słuchacz - powiedzmy - bezustannie poszukujący już kilka lat temu miałem świadomość ich istnienia i tego, że robią bardzo dobrą muzykę. Ba! w przeciągu ostatnich kilku(nastu) miesięcy odkryłem dla siebie takie grupy jak Amplifier czy Ulver (nie żeby od razu stać się fanem, ale jednak). I właśnie dopiero niedawno, w sumie przypadkiem po raz pierwszy dane mi było poobcować z przefantastyczną muzyką zespołu Ozric Tentacles. Nie wchodząc w zbędne szczegóły - w sumie to "moje klimaty", więc przy najbliższej okazji zaopatrzę się w płytę(y).

A skoro jesteśmy przy płytach - mimo, iż zasadniczo nie słucham polskiej muzyki (bo nie jestem w stanie), wsparłem finansowo (po przesłuchaniu internetowym) polski zespół "Major Kong":
Oczywiście, brzmi raczej jak typowy polski zespół, melodie tradycyjnie "kwadratowe". Na szczęście grupa nie uznaje za stosowne uraczenia nas torturą w postaci typowego polskiego wokalisty(ki)-nawiedzonego wyjca, bo po prostu płyta zawiera muzykę instrumentalną. To się chwali! I mimo wszystko wielki plus za to, że słychać brak "spinki" - granie na luzie. Generalnie muzyka nie dla każdego, ale polecam.

Ostatnio napadł na  mnie i nie che odpuścić straszny GAS na jakiś fajny basowy przester; ponieważ aktualnie takie urządzenie jest poza moimi możliwościami finansowymi, jaram się próbkami w internetach (wizyta w sklepie i osobiste popróbowanie 'pedała' skończyłaby się pewnie próbą sprzedaży narządów wewnętrznych!). Niedawno w ucho wpadły mi szczególnie nieoczywiste, bo przestery gitarowe. Pierwszy z nich, to jeden z najtańszych, robiony dla sklepu Thomann przez chińską firmę Joyo Ultimate Drive:
Biorąc pod uwagę, że takie Ultimate Drive jest tylko kilka złotych droższe od nieporównywalnie gorszego brzmieniowo Behringera BOD400, to naprawdę dobra opcja.

Drugi, to 5-7-krotnie droższy (zależy od kursu euro) Mesa/Boogie Throttle Box:

Oczywiście się nie znam, jednak moim zdaniem do stonerów jak znalazł! I oczywiście obydwa chcę!!!
Celowo w kontekście mojego GAS-u nie umieściłem tutaj kostek basowych - to było zbyt banalne:-)

Ze sprzętu zwróciła moją uwagę nowość od Phila Jonesa - BigHead. Małe pudełeczko wielkości (tfu!) smartfona, pełniące funkcję zasilanego bakteryjnie lub przez USB wzmacniacza słuchawkowego, interfejsu audio USB, do tego możliwość dodania własnego podkładu przez złącze AUX. Też chcę!

Miałem jeszcze napisać kilka zdań o zaskakującej obecności "pożytecznych idiotów" na Złomniku, z ich poglądami - łykanymi bezrefleksyjnie politpoprawnych bzdurach o "potrzebie" bezkrytycznego kopiowania zachodnich pomysłów w usuwaniu samochodów z miast i w ten sposób "przywracania miasta ludziom", ale dam sobie spokój - nie chcę wylądować w sądzie...gdy tymczasem różni "szwagrowie" i "znajomi królika" mający odpowiednią firemkę, wygrywają przetargi na kolejne opalikowanie...

I to by było na tyle jak na taki w sumie spontaniczny, w założeniu króciutki wpis - jakby ktoś pytał - niedługo powinien pojawić się kolejny miks autorski, póki co brakuje trochę materiału! :-)

sobota, 19 kwietnia 2014

Miks autorski cześć 17 - miks wielkanocny & Debian, Debian über alles!

Zdrastwujtie!

Sałatki pociachane i zamieszane, bigosy ugotowane, ciasta ugniecione i upieczone, więc najwyższa pora, by (cytując klasykę) "Ciąć metal i krzesać iskry!".

Na Allegro to zdjęcie miałoby opis "Escort 1996, bogate wyposażenie, DO POPRAWEK BLACHARSKO-LAKIERNICZYCH, STAN JAK NA ZDJĘCIACH".
 Prawdziwy rodzynek, w dodatku pod maską wesoło klekotał dizelek:
 Smutna prawda o tzw. "postępie" w motoryzacji - taka Celica ma większy prześwit niż wiele dzisiejszych SUV-ów
 Ktoś chętny?


Podobie mnie się

Trochę czarnych blach:

 Tego nie widać na zdjęciach, ale stan tego Merca był niesamowity, jakby miał na karku jakieś 3-5 lat:




 Jak zobaczyłem tego Durango Mk1, przyszedł mi do głowy pomysł na quiz: "Na jakim samochodzie/modelu współcześnie produkowanym wzorowali się inżynierowie Dacii tworzący sylwetkę drugiej generacji Logan MCV?"

 Fajne kombo PSA:
 MNIAM! MNIAM MNIAM! (tylko szkoda że czarny!!!)

 Zabrakło srebrnej taśmy :-)
Na koniec kącik "Złomnik approved":


I to by było tyle w temacie żelaza.

Parę dni temu na swoim G+ wrzuciłem info o przetestowanej osobiście dystrybucji Sparkylinux. Chciałbym dorzucić kilka słów więcej, a dokładnie - polecić.
Sam system oparty jest na Debianie z gałęzi Testing + swoje dodatkowe repozytoria, w których umieszczone są baaardzo ciekawe dodatki. I to właśnie one oraz fakt, że w momencie zainstalowania dostajemy w pełni skonfigurowany i wyposażony (np. w niewolne kodeki) system sprawia, że jest on bardzo ciekawą propozycją.
W sumie to taki jeszcze lepszy LMDE. Lepszy, bo do dyspozycji mamy autorskie narzędzie -SprakyAP, umożliwiające aktualizację (na dwa sposoby) i posprzątanie systemu (APT, stare jądra, osierocone pakiety...). Właśnie takiego narzędzia brakowało mi w Debianie! Razem z Bleachbitem (szczególnie z pakietem "Bonus") zapewnią sprawna pracę systemu.
Ale czymże byłby system bez środowiska graficznego? Ponieważ docelowo wybrany przeze mnie system ma być godnym następcą WinXP na dość leciwym komputerze, testowałem Sparkylinux z lekkimi środowiskami. Wersja z XFCE niestety nie przypadła mi do gustu, ale Razor-QT!! O tak! Ten oparty o biblioteki QT, a w niedalekiej przyszłości całkowicie zintegrowany ze środowiskiem LXDE, już teraz przejął niektóre jego cechy, jedną nich jest niestety dość toporna konfigurowalność. Można bawić się kolorami/zachowaniem okien, ikonami, kursorami myszy, widgetami na pulpicie i panelu dolnym, ale...nie udało mi się zmienić koloru tegoż panelu!! Tak samo zamiast ikony i słowa "Menu" zostawić tylko ikonę. Nie udało mi się również jak dotąd zmusić klawiatury do generowania polskich znaków. Podobnie do menadżera plików nie potrafię (co nie znaczy, że nie jest to możliwe) wprowadzić dodatkowych opcji w menu PPM. Na szczęście całość działa bardzo sprawnie i szybko, nawet po włączeniu efektownych animacji.
Mimo pewnych wad (tylko niektóre wymieniłem powyżej) konkluzja jest bardzo prosta - na dzień dzisiejszy Sparkylinux kasuje konkurencję, a hasło z tytułu po raz kolejny potwierdziło swoją prawdziwość :-) Przynajmniej dla moich potrzeb.
A! żeby było jasne - do Sparkulinux podchodziłem jakiś (dłuższy) czas temu, i to nie raz; odebrałem tę dystrybucję jako bardzo niedopracowaną i "mroczną" w raczej negatywnym znaczeniu tego słowa.

Kóniec.