"C
hcieć czegoś od życia to jak z dłubaniem w nosie - trzeba się sporo nakręcić żeby coś wyszło" (mądrość ludowa, autor nieznany)

środa, 31 lipca 2013

Wtem! - aktualizacja - Maluch "Co ja Pacze"

No i siup!
Pamiętacie tego malucha?
Aktualizacja: 22.08.2013 dodałem te dwa maluchy.
Tak się złożyło, że kilka dni temu przechodziłem w okolicy w której po raz pierwszy go zobaczyłem.
Tym razem jednak sprawy posunęły znacznie dalej...
Efekty pozostawiam Wam do oceny :-)

Tak swoją drogą szykuję rzetelnego, ale lipnego miksa autorskiego. Z resztą, zobaczycie sami...

sobota, 27 lipca 2013

Demoniczne WTF, czyli Trzy Zagadki (aktualizacja)

Witojcie!
Ze smutkiem muszę stwierdzić, że zagadka filmowa zadana przeze mnie w poprzednim poście dotąd nie znalazła odpowiedzi. Mimo to postanowiłem zadać kolejne ;-)
Ale do rzeczy - od kilkunastu dni nurtują mnie kwestie, powiedzmy, motoryzacyjne. Z jakiegoś powodu pomyślałem sobie że podzielę się nimi tutaj z Wami, a nuż ktoś będzie wiedział i będę mógł zasnąć spokojnie nie niepokojony kołaczącymi w głowie pytaniami? :-)))))
To jedziemy:

Najpierw NIE-ZAGADKA. Co kurde, robi w Polsce, w Szczecinie, na szczecińskich blachach nowy model Nissana?
I to nie bylejaki, ale zeszłoroczny model (Almera?), przeznaczony na "rynki krajów rozwijających się", co oznacza że nie jest oferowany w unii bo nie spełnia jakichśtam norm, z euro ileśtam włącznie. Wnętrze bardzo podobne jest do Dacii Logan, z resztą to także sedan.

Teraz dwa pytania: CO TO JEST? Tylko mi śmignęły, nie zdążyłem zrobić zdjęcia, ani zauważyć loga.
1. Samochód nowy, kombi wielkości i podobne do aktualnego Megane. "Normalna" maska, proporcjonalne nadwozie, od którego na nie patrzenia nie bolą oczy. Charakterystyczna cecha - opadająca górna linia bocznych okien - nie dachu! Podobnie jak Toyota Picnic, Mazda 5, trochę Honda Accord.

2. Sedan średniej wielkości, także wygląda na "świeżaka". Charakterystyczne, grube i lekko zachodzące na dach obramowania drzwi trochę jak Ford Tempo albo Chevrolet Cruze. Mocno opadająca maska, lekko szpiczasty grill, "falujące" górne krawędzie reflektorów. Dach w miarę długi i płaski. Całe nadwozie zaokrąglone w stylu Forda Taurusa "jajowatego" (tego z drugiej połowy lat 90-tych). Trochę przypomina Buicka albo Pontiaca.
Aktualizacja: Dość podobny sedan do Toyoty Etios / Liva

Wie ktoś? Coś?
Na razie nie mam pomysłu na nagrody :-)

P.S. Tak, tytuł nawiązuje do pewnego hitu lat 80-tych. W sumie do dwóch.

środa, 24 lipca 2013

Demon siem mondrzy: 'C' jak Clonezilla

Close Windows, Open Doors
Witam.
Był sobie taki film (kto mi przypomni tytuł?), główny bohater - malkontent i oportunista - wiedzie sobie spokojne życie. Jakoś w dziesiątej minucie filmu żona (?) wpada na jakiś rewolucyjny pomysł, na co on stawia bierny opór wyrażony w zdaniu "zmiany są złe!". Akcja filmu się rozwija, pomysł żony(?) przeradza się w katastrofę...bohater na koniec filmu kwituje całą sytuacje "zmiany są złe!".
Niedawno się o tym przekonałem. Ale po kolei. Dłuższy czas temu zakupiłem komputer, HP o całkiem niezłych parametrach i niezłej cenie, bo model już nie był w produkcji. Przez te parę lat przez dysk twardy przewinęło się kilka systemów - kilka Mandriv, Minty, na dłużej zagościł LMDE w międzyczasie przerobiony na "normalnego" Debiana Testinga Xfce (niestety nie udało mi się go odchudzić). Po którejś aktualizacji niestety sterownik drukarki odmówił dalszej współpracy. Tak się złożyło że  w międzyczasie stałem się posiadaczem twardego dysku Seagate ST3250318AS, postanowiłem oryginalnie zamontowany WestenDigital WD5000AAKS schować do szuflady, a na nowym zainstalować Xubuntu (używane do dzisiaj) z którym drukarka nie ma problemów (odpukać!).
Podstawowym problemem z WD jest to, że się grzeje i jest stosunkowo głośny - no może nie głośny, ale jego dźwięk przypomina silnik z nowszych Transitów i Transporterów, niby cichy ale uszy drażni.
Po zainstalowaniu systemu i przeniesieniu zawartości partycji /home zrozumiałem swój błąd. Może i Seagate jest niższy, nie grzeje się tak i w ogóle go nie słychać (jeśli można użyć analogii basowej - brzmi jak Warwick na zdechłych strunach, tzn 'guma' gubi się w miksie) to przede wszystkim jest wyraźnie wolniejszy i co dziwniejsze - obciąża system podczas pracy - czego co gorsza nie widać na wykresach obciążenia (sprawdzane z GKellM i gnome-system-monitor)!
Wytrzymałem rok, w tym czasie zrobiłem upgrade z wersji 10.04 do 12.04 ale kilka dni temu powiedziałem DOŚĆ! i zacząłem szukać w miarę bezbolesnego sposobu przeniesienia kompletnego, zainstalowanego systemu na stary dysk.
Na pierwszy ogień poszedł ReduBackup. Może jestem za stary żeby to ogarnąć ale nie dałem rady. Jakbym nie kombinował potrzebowałbym trzeciego dysku tymczasowego na pliki obrazu backupu.
Druga była tytułowa Clonezilla, linux live oparty na debianie. Prawdą jest to co o niej piszą - w obsłudze przypomina multiefekt Boss GT-10B - prawdziwy kombajn o ogromnych możliwościach, ale wszystkie komunikaty i opcje (w najlepszy przypadku angielskie) należy czytać uważnie i ze zrozumieniem i klikać dopiero gdy ma się absolutną pewność co się robi.
Dwa razy "walczyłem" z Clonezillą, pierwszy raz na ustawieniach podstawowych, bez wchodzenia w podmenu "PRO" ;-)  Skończyło się, owszem, na skopiowaniu działającego systemu, ale ponieważ dysk źródłowy miał mniejszą pojemność po sklonowaniu pozostało mi kilkaset GB wolnej przestrzeni, z którą nie wiedziałem za bardzo co zrobić (a przydałoby się ją jakoś dokleić do /home!).
Przy drugim podejściu, ponieważ już mniej więcej wiedziałem "z czym to się je" postanowiłem wykorzystać funkcje zaawansowane.
Rezultat - prawie pełne powodzenie!!
Z niezrozumiałych dla mnie powodów Clonezilla wykorzystała owszem całą powierzchnię dysku, ale z 30GB na dysku źródłowym dla partycji root na docelowym zrobiło się...100GB! Tym bardziej że mój system zajmuje tych gigabajtów 8 ;-)
Moim subiektywnym zdaniem - polecam, ale z zastrzeżeniem "wiedz że coś się dzieje!!"
Zamiast zakończeniu rzucę tu jeszcze taką prowokacyjna refleksyjkę - czytuję DUG-a, forum o problemach użytkowników było nie było, solidnego systemu jakim jest Debian; na tym samym forum używane przeze mnie Xubuntu przedstawiane jest jako mityczny wręcz synonim niestabilnego systemu. Tylko że ja nie mam tych problemów. No może niektóre :-)
Czuwaj!

czwartek, 18 lipca 2013

Wtem! Biała bestia w zieleni, czyli co można gnić obok Balerona

"Taka sytuacja..." (z czego to cytat?)
Któregoś pięknego dnia idę sobie z moja Wybranką po kolejną szaloną porcję kwiatków do posadzenia albo innego zasiania i wtedy moje ustawione na maksymalną czułość radary do wykrywania srogiego żelaza wszczynają alarm.
Napięcie rośnie...
Pocenie się dłoni...
Nerwowe szukanie telefonu (z aparatem)...
Chaotyczne kręcenie głową...
Oczopląs...
JEST!!!
W krzaczkach za płotkiem stoi sobie Baleron i smutno gnije, za nim coś białego...
Podchodzę kilka kroków do przodu...
Jezusie Świebodziński!! Czy mnie oczy nie mylą? Czy to Adenauer?

Właśnie. Czy to Adenauer W186 / 188 / 189? Jeśli tak to skąd się tu wziął?
Bo:
Ile w sumie wyprodukowano Adenauerów z twardym dachem?
Ile w tym było białych?
Ile z tych białych trafiło do Polski? (i jak?)
Ile z wszystkich białych Adenauerów przetrwało do dziś?

Kiedy wychodziłem z domu nie  mogłem przypuszczać że w krzakach hurtowni kwiatów i innego zielska czeka sobie taka fura....
Odpowiedź na pytanie "ktokolwiek widział?" już jest, pozostaje "ktokolwiek wie?"...
Uff! jeszcze jeszcze pod wrażeniem.

niedziela, 14 lipca 2013

Miks Autorski, część 4

Dzieńdobry!
Szanowni czytelnicy, z informacji które do mnie napływają nie możecie się doczekać normalnego miksu z normalnymi (???) furami, żelazem, szpachlą i rdzą. "Vox populi, vox dei" - nacieszcie więc swoje oczy poniższymi widokami.
Zaczynamy od blachy...
Bo napić się można nawet w hali:
Pozostając w "sraczkowatej" kolorystyce, ze specjalną dedykacją dla Qropatwy (zdjęcie znalezione w necie):
kontynuując jazdę na wazelinie, coś dla Leniwca Basstarda :-) :
...bo dla ZX (i BX) najlepszą pojemnością było 1,9 bez względu na rodzaj paliwa!

Kolejny AX, ten w wyjątkowo fajnym kolorze; dla niezainteresowanych - dwa Yarisy:
BARDZO, BARDZO zepsute Suzuki X-90:
Elektron, Uran, Neptun czy jakoś tak - czyli Mitsubishi z Malezji. W Malezji robią tez fajne basy
Nie zgnity? dziwne. Będzie jeździł jeszcze co najmniej pół wieku:
"Fabryczny złomnik". Poproszę dwa. Ale z wymianą tego głupiego silnika na SOFIM 2,8 :-)

Kącik kulinarny. Aby ugotować zupę ogórkową, potrzebujemy ogórka:
 (przy okazji zrobię lepsze fotki)

Dolewamy wodę, dużo wody:
Odkręcamy GAZ:
("Jak to!? dlaczego niby nie mogę wjechać do tego garażu podziemnego!!!")
Łomatko! RATUNKU! RETONA! (Nie, tego samochodu nie ratuje nawet silne pokrewieństwo z Vitarą)
Ktoś TO naprawdę kupił! W zestawie na pewno była meblościanka i kryształowe wazony:
Vitek w charakterystycznym maskowaniu taktycznym "R.U.D.A.":
Na dziś to tyle, mam nadzieje że się podobało. W zanadrzu mam MEGA bombę, czyli rzecz o tym, co można znaleźć w krzakach w hurtowni kwiatów obok gnijącego Balerona...;-)
Z demonicznym pozdrowieniem!

czwartek, 11 lipca 2013

Rżycie - "Made in China", albo jak nas robią w trąbę (aktualizacja 17.07.2013)

Hello!
(pierwotnie ten post miał być nieco dłuższy i ostrzejszy, ale się wstrzymałem)
Dziś znów trochę ponarzekam, a zacznę od (dosłownie) dupy strony. Ostatnio, a w sumie od dłuższego czasu przez stacje TV przetacza się kampania reklamowa pewnego typowo męskiego produktu. Reklama jest również męska, lekko złomnikowa - w tle stoi sobie Mustang z otwartą maską, koleś na ekranie opowiada o prostowniku...do czego zmierzam? Otóż chodzi w tej reklamie (i mnie) o nieubłaganie biegnący czas, i to co się z nim wiąże, czyli pewne, ekhem, niedomagania organizmu.
Nie będę ściemniał, dawno już minęły czasy, gdy mogłem sobie pozwolić na fryzurę "na metala" - włosy za łopatkę i takie tam :-)
Już nawet nie chodzi o to, że w moim wieku "nie wypada", a obowiązki zawodowe od dobrych kilku lat nie pozwalają na AŻ taką wolność wizerunkową. Po prostu, biologia robi swoje i dziś moje włosy można nazwać co najmniej "alternatywnie gęstymi" zaś czoło z czasem posiadło "bardziej aerodynamiczne Cx". Dlatego od jakiegoś czasu moja jedyną fryzurą jest tak zwane "zero". Prosto, tanio, wygodnie - moja Wybranka raz na jakieś 5-6 miesięcy "opierdzieli" mi głowę maszynką i siup. 
Kilka dni temu jednak stara, chińska maszynka kupiona na ryneczku którego którego już nie ma (komu przeszkadzało? lepsze są galerie? lepsze?) wzięła i ostatecznie wyzionęła ducha poprzez wewnętrzne rozpadniecie się - wszystkie plastikowe (!!!) zębatki się rozluzowały i maszynka do golenia zamieniła się w grzechotkę za 9 zł (tak DZIEWIĘĆ!!).
Tutaj dochodzimy do sedna. Oblatując sporo sklepów w Szczecinie zauważyłem pewną "prawidłowość" - czy to w Biedronce, małym sklepie ze sprzętem AGD, czy branżowej "sieciówce" wybór jest identyczny. Na półkach leżą rozmaite pudełka - większe, mniejsze, różniastych firm i - co najbardziej rodzi podejrzenie o tytułowe robienie w trąbę - w OGROMNYM rozrzucie cenowym. Najtańsza golarka jaką znalazłem kosztowała około 35 zł, najdroższa - prawie 2000zł DWA TYSIĄCE!!
Może ze mną jest coś nie tak, za dużo Złomnika czytam, za dużo myślę racjonalnie (???), ale mimo kilkugodzinnych starań nie udało mi się znaleźć takich cech pomiędzy modelami które uzasadniałaby aż takie różnice w cenie. Poza tym chyba najważniejsze - WSZYSTKIE, CO DO JEDNEJ, BEZ WZGLĘDU NA CENĘ I "PRODUCENTA" BYŁY MADE IN CHINA.
Oczywiście skończyło się na zakupie najtańszej normalnej, ale nie o to chodzi. Czy to jest wolny wybór? wolny rynek? nie można tego w krajach 'cywilizowanych' produkować? dziwią się później różni ważniacy różnym kryzysom i rosnącemu bezrobociu....TAK, MIAŁO NIE BYĆ O POLITYCE!
To nie będzie.
Jakoś tak się złożyło że mniej więcej w tym samym czasie zauważyłem "w internetach" zgłoszenia ludzi odnośnie jakości niedawno wprowadzonych do produkcji headów firmy Ampeg. Chodzi o model Micro-CL, produkowany w całości w Chinach. Ludziska mówią o trzaskach, spięciach, gotujących się  kondensatorach. Wyszło im (Ampegowi) przyzwoicie z serią BA, a tutaj niekoniecznie. Także na Basoofce powstał temat o samozapłonie produkowanego również w Chinach EBS Session Classic. Więc CHYBA coś jest na rzeczy. Tym bardziej daje do myślenia że niedawno Gallien-Kruger zapowiedział przeniesienie produkcji swoich kolumn z powrotem do Stanów. Już teraz podobno najbardziej jakościowo problematyczny head, MB200 najpierw przyjeżdża z Chin i jest sprawdzany. Ta bardziej sprawdzana seria różni się "pieczątką" GK. Starsze, wysyłane z Chin mają napis "engineered in USA, made in China", te nowsze "engineered and inspected in USA".
Podobnie robią ostatnio np. Ashdown i Hiwatt - wszystkie wyższe modele wzmacniaczy i kolumn robią u siebie, w Wielkiej Brytanii.
Co prawda to prawda (bo ktoś mógłby wytoczyć taki aspekt) niektórym wychodzi "romans z chińszczyzną". Przykłady które przychodzą mi do głowy to Hartke - które trudno uznać za zawodne, Kustom - którego nowy sprzęt co prawda po prostu śmierdzi, ale daje radę, oraz Phil Jones (AAD) którego sprzęt - mimo uzasadnienia przez polskiego dystrybutora wysokich cen PJB produkcją amerykańską lekko mijając się z prawdą - jest produkowany w całości w Chinach.
Tak swoja drogą nagłośnienie amerykańskiej firmy Overton ma na sobie napis: "Proudly made in China".
Na zakończenie tego nielogicznego wywodu lub jak kto woli ciągu wynurzeń, zostaje smutna refleksja o naprawdę niewielkim wyborze sprzętu basowego spoza Chin, ale to już temat na zupełnie oddzielny post, który mógłby mieć w podtytule "czyli dlaczego nie kupię Taurusa". Ograniczę się tylko do jednego szczegółu - jaki jest wybór typowo ĆWICZEBNEGO sprzętu basowego spoza Chin? Markbass Micromark i Fender Rumble - ten ostatni "Made in Korea", ale na częściach z Chin...Coś pominąłem? Jest jeszcze OCZYWIŚCIE Marshall - "Made in India" :-)
Tym malkontenckim akcentem kończę.
Dobranoc, miłych snów ;-)

Aktualizacja 17.07.2013: Z tego co widzę Marshall wycofał z oferty całkowicie sprzęt basowy.


niedziela, 7 lipca 2013

MMA 5, Militarny Miks Autorski, Zlot Darłowo 2012 - część druga

Witajcie Towarzyszki i Towarzysze!
(ponieważ obiektywne przyczyny nie pozwoliły mi w tym roku jechać na zlot w Darłowie, galerii nie budiet')
Dziś chciałbym podzielić się z Wami kolejnym miksem militarnym. W tymże zgromadziłem, poddane ścisłej selekcji, drugą porcję zdjęć ze Zlotu w Darłowie, który odbył się w roku 2012, zwanym ubiegłym.

Konfrontacja techniki: radziecka kontra amerykańska:
 Tiaaa, każdy T-34 to od razu '102':
 Nie wiem co to:

 Była sobie firma NSU, fajne sprzęty robili (np. Wankel Spider):
 Po prostu spodobało mi się to zdjęcie
...i to też:
Jeep CJ-7, lub (co równie prawdopodobne) Ssangyong/Daewoo Korando:




Jakiś niemiecki czołg:
 Dla odmiany jakiś niemiecki samochód:
 A to wiem - Dodge WC-51:
 Po raz kolejny szalejący Zis-o/MAN-o/Kraz-o niewiadomoco:
 Spontaniczny zlot UAZ-ów (mimo terroru unii nadal do kupienia w naszym kraju!):
 Idealna na wieczory panieńskie, kawalerskie, jedyna taka na Allegro!
 Stare VS nowsze:
 PTS-M. Wielki drań!! Napewno ma euro5!


I to by było na tyle.
W moich zbiorach pozostała dokumentacja fotograficzno-filmowa ze zlotu w roku 2009. Ale zanim zaprezentuję ową trochę oddechu bardziej cywilnego. Co nie znaczy że mniej złomnikowatego ;-)
A może wpis na zupełnie inny temat...