Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VW LT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VW LT. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 października 2014

Rżycie: Marzenia za rozsądną cenę, czyli stan umysłu

Witajcie!

Jeśli nie jesteście nowi w internetach, to wiedzieliście, że ten wpis musiałem kiedyś popełnić. Niestety ;-)
Znacie również odpowiedź na pytanie - "DLACZEGO?", o inspirowanej inspiracji inspiracją. Albo jakoś tak, w każdym razie palce maczał w tym Yossarian. Tak - dzisiaj będzie o kupnie samochodów, ale z mojej - demonicznej perspektywy. Więc jeśli masz nadciśnienie, grozi Ci wylew, szwankuje Ci serce, albo masz inne problemy ze zdrowiem które uwrażliwiają Cię na emocje - nie czytaj tego!

Jeśli mimo wszystko będziesz kontynuować - wiedz, że wkraczasz w strefę, gdzie:

Rozprawię się dziś z tytułowym tematem, ale najpierw "podkład", tym razem bez komentarza z mojej strony, z Waszej są jak najbardziej oczekiwane:

Yossarian w swoim tekście posłużył się kwotą 60 tysięcy złotych, która dla mnie jest kwotą absolutnie nieakceptowaną jako ceną za zwykłą osobówkę. Rozumiem - samochód terenowy, nawet SUV, dostawczak, jakiś samochód specjalny w stylu Multicara/UX100. A jeśli samochód osobowy to albo prestiżowa (przepraszam za brzydkie słowo - użyłem go tutaj w pierwotnym znaczeniu!) 'fura', sportowy ścigacz, ewentualnie warty tego jeżdżący zabytek - NIE MALUCH! Pomijając oczywiście kwestię, że sama kwota jest dla mnie aktualnie po prostu astronomiczna.

Jedziemy. Samochody nowe. Zakładam, że nie mam limitu cenowego, nie ma barier przy sprowadzaniu żelaza z zagranicy...
1. Pierdzidełko na miasto: (koniecznie w automacie) 
- Suzuki Splash, może któryś z microcarów. Czyli krótko, wąsko, wysoko i ultrapraktycznie, bez marnotrawienia przestrzeni. I NIEZAWODNIE.
- Brazylijski Fiat Uno. Kto nie widział niech zobaczy!
- Suzuki Jimny - trzeba tylko skrzynię rozdzielczą zmienić na taką, która będzie miała międzyosiowy mechanizm różnicowy, może być rozłączany. I przyzwyczaić się, że bagażnik nie istnieje. Wspominałem coś o niezawodności? A skoro Jimny, to łagodnie przechodzimy do punktu 2.

2. Do wszystkiego, czyli 4x4:
- Land Rover Defender. Ostatnia szansa na zakup nowego, bo za chwilę Hindusi kończą produkcję. Spowoduje to pewnie strajk generalny w Wielkiej Brytanii, ale sprawa podobno przesądzona. Kupiłbym bez względu na głupi silnik z Forda, skomputeryzowanie, zawodną skrzynię biegów i rozdzielczą. O tym samochodzie marzę od dziecka, więc to wszystko zostaje mu z automatu wybaczone!
- Toyota HZJ7 - prawdziwy klasyk, znany na całym świecie. Pod pewnymi względami (słabe blachy, rozłączany napęd, elektryczna antena radiowa) gorszy od Defendera, ale niezawodność i świetny wygląd rekompensują to. Przy okazji - ktoś kojarzy cytat: "to AK-47, ulubiona broń naszego wroga!"?
- Agrale AM150. Tak, lubię proste pojazdy. A jak można nim VAT odliczać na bezdrożach!
- Poza wszelką klasyfikacją jest jeszcze MB W463, ale...nie, chyba nie...nawet pomijając fakt, że zaraz po odbiorze z salonu pewnie radzieccy ludzie by "się nim zaopiekowali" ;-) Takie skrajne, mieszane uczucia.

3. "Dupowóz" na trasę:
- MASTER!!! Najdoskonalszy byłby z wnętrzem zaaranżowanym w taki sposób, jak ostatni Trafic Evolution, czyli obrotowe fotele przednie, rozkładany stoliczek, lodówka, rozkładana do leżanki tylna kanapa, zasłonki na okna. Żal z czegoś takiego wysiadać nawet na tankowanie!
- Toyota Hiace - nadwozie wagonowe (cab-over-engine) to niewątpliwie jeden z najlepszych wynalazków motoryzacyjnych. W połączeniu z prostotą konstrukcji, niezawodnością i wnętrzem, które wygląda tak, jakby inżynierowie Toyoty popatrzyli na VW T5 i stwierdzili, że potrafią zrobić to samo, ale o wiele, wiele lepiej, całość stanowi niemal samochód doskonały.
- "Amerykańce" - Chevrolet Express/GMC Savana (najchętniej 1500 4x4), Chevrolet Tahoe i Suburban, czyli dowód na to, że GM potrafi jeszcze robić sensowne samochody. Co prawda w dwóch ostatnich jest go coraz mniej, ale i tak bym jeździł. Byle nie czarnymi! Był oczywiście jeszcze niedawno Ford Excursion, ale go nie ma.

4. Szybko, szybko!
- Toyota GT86 - o tym samochodzie już tyle wszyscy napisali, że ja już chyba nic nie wymyślę. I byłby to mój wybór #1 jeśli chodzi o samochody stricte sportowe, mimo iż uwielbiam dźwięk silników Ferrari (także jako Maserati).
- Dodge Challenger - niby podobny do powyższego a jednak zupełnie inny. Prawdziwe amerykańskie mięsko. Ale Fiat...
-Ariel Atom - jeśli gokart to za mało, to może Atom? Lekka konstrukcja (bo nie nadwozie), brak nadwozia, mocny silnik i...street legal. Oczywiście gdyby mnie było stać, nie martwiłbym sie o to, że w Polsce nie ma gdzie takim czymś jeździć :-)

5. Jeden, jedyny z powyższych + kasa na pakiet "kustom"?
DEFENDER 110SW

Podejrzewam, że jakbym miał kupować nówkę pewnie najpierw wybrałbym się do salonu Dacii i stamtąd wyjechał nowym samochodem. Poważnie. A skoro przy powadze jesteśmy - naprawdę są ludzie marzący o nowym BMW albo Audi? Avensisie Hybrid? Passaciku w tediku i w kombiku?
Trochę suchar wyszedł, ale chyba wiecie co chciałem powiedzieć. Wiecie, prawda? ;-)

Czas teraz na część drugą, czyli rzecz o samochodach używanych.
Wróćmy do pieniędzy - jeśli nie 60 tysięcy to ile? Bo to jeden z dwóch podstawowych problemów przy wirtualnym spełnianiu samochodowych marzeń. Drugim w moim i Wybranki przypadku jest to, że od jakiegoś czasu nasz samochód marzeń ujeżdżamy. Może nie jest idealny i jest parę rzeczy w nim do zrobienia - głównie przez to, że więcej stał niż jeździł, ale na dzień dzisiejszy już nie szukamy innego. I to wszystko za 4 tysiące złotych. Morzna? MORZNA!

No dobrze, to ile? Ponieważ zakładam, że pojazd będzie przeznaczony na używanie codzienne i będzie jedyny w domu, przyjąłem jako założenie w miarę realną kwotę 10 tysięcy. Co prawda pod koniec wyliczanki trochę się od tej kwoty się odsunę, w sumie odlecę...

1. Pierdzidełko na miasto:
- Citroen 2CV - nie powinien nikogo dziwić, bardziej ode mnie klasyczne Cytryny uwielbia chyba tylko Leniwiec/Basista, przy czym 2CV jest ultra wyjątkową i sympatyczną konstrukcją. W niej nawet wielogodzinne stanie w korku to przyjemność.
- Japońszczyzna prosto z Węgier, czyli: Suzuki Wagon R+/Opel Agila, koniecznie 4x4 oraz "terenowa" wariacja na ten sam temat, czyli Suzuki Ignis/Subaru Justy. Koń jaki jest, każdy widzi. I mało mnie obchodzi, że dla większości mieszkańców Kraju Nadwislańskiego widok tych konstrukcji wywołuje najczęściej uśmiech politowania. Autentycznie nie sądzę, że jeszcze kiedykolwiek motoryzacja wygeneruje konstrukcję tak udanie łączącą autentyczny fun i praktyczność.

2. Do wszystkiego, czyli 4x4:
- Suzuki Samurai - tak jak w przypadku samochodów nowych - Jimny łapie się tak na punkt 1 jak i 2. Bo zwinny w mieście i nie do zatrzymania w terenie. Prawdziwym terenie. Koniecznie z blaszanym dachem, najlepiej podwyższanym, najlepiej z dieslem 1,9 i na sprężynach...czyli Santana Samurai ;-) Ceny sensownych egzemplarzy zaczynają się tuż poniżej 10 tyś.
- Jeep CJ7 + Wrangler YJ - prosta konstrukcja, prosty silnik, tylko te mosty...Koniecznie z twardym dachem. A nie, czekaj...;-) Z Jeepów "niestety" tylko tyle mnie rusza, może być nawet koreańska kopia z plastiku - Asia Rocsta albo SsangYong Korando (nie, nie ten mercedesowski), albo japońska  od Mitsubishi, albo indyjska Mahindra.
- Land Rover Defender - w przypadku używanych Defenderów już nie jest tak różowo. Raz, że sporo ludzi nie zdaje sobie sprawy z nieco innej konstrukcji (właściwie chodzi o detale...), dwa że poniżej 10tysięcy zwykle są to "auta na części, bez prawa rejestracji".

3. "Dupowóz" na trasę:
- Renault Trafic, najchętniej 4x4 - baaardzo udana konstrukcja, pomijając pewne charakterystyczne dla Trafica awarie i - powiedzmy - niedomagania. W tym momencie zauważyłem, że niby mam sie za motoryzacyjnego frankofila, a jakoś pojazdów znad Sekwany trochę mało...zamiast tego...
- Klasyczny VW LT "ogórek" - niesamowity samochód. Głośny, powolny (z długiej górki udało mi się go rozpędzić do 110km/h!), ale...no właśnie. Ma w sobie tyle jakiejś takiej przyjazności, normalności i przewidywalności. I jeszcze jedno - JAK NIESAMOWICIE SKRĘCA!!!
- VW Transporter T3 - silnik z tyłu, opcjonalny 4x4, konstrukcja z czasów, gdy VW robił proste, niezawodne i łatwonaprawialne samochody. Oczywiście dla "typowego Janusza" T3 to wyjątek - mam na myśli oczywiście układ chłodzenia i "słynny" termostat. Stąd nagminnie przegrzewające się silniki  i podskakujące w nich głowice.
- Citroen BX - koniecznie z silnikiem XUD.9. TAK BARDZO CHCĘ! Z całej listy samochodów używanych to chyba jego najbardziej bym chciał mieć jako jedyny w domu. A jakby jeszcze automat! Jeździłbym sobie w tę i z powrotem, bujając się na dziurawych drogach, przy akompaniamencie cykającej co jakiś czas pompy...Pamiętam niesamowite wrażenia z pierwszej przejażdżki takim za kierownicą, bez pasażerów...

Teraz bez limitu cenowego:

4. Klasyk:
- Od niego wszystko się zaczęło, to konstrukcje tej firmy sprawiły, że zacząłem interesować motoryzacją, to on miał być moim pierwszym samochodem...MERCEDES! W115 200D o mało co nie stal się moim pierwszym czterokołowcem (dziś wiem, że bym sobie nie poradził, więc dobrze się stało), to W110 i W120 jako dzieciak zdarzyło mi się jechać jako pasażer taksówki (Warszawą też, ale to insza inszość), dlatego każdy klasyczny mercedes - oprócz wymienionych - W111, zaskakująco już zakwalifikowany jako klasyk przez samego Mercedesa W190, W123, W124, W109...nieważne!
- Citroen DS - #jedynytaki, NAPRAWDĘ jedyny! To jest samochód z lat PIĘĆDZIESIĄTYCH! Już wtedy miał hydrauliczne wspomaganie "wszystkiego", doświetlanie zakrętów, komfort na takim poziomie, który do dziś nieosiągalny jest przez większość producentów. I ten wygląd!  Oczywiście pomijam, co Citroen zrobił z takim dziedzictwem współcześnie, ale to nieważne.
- Peugeot 504 - wspominałem, że będąc w Afryce (1996) jechałem takim NOWYM parę razy? Wrażenia jak w W123 z charakterystycznym, dziurkowanym skajem na siedzeniach. I chyba tylko zawieszenie bardziej komfortowe :-)
- Citroen HY - trudno go pomylić z czymkolwiek, charakterystyczny wygląd...tak brzydki, że aż piękny. Gdzie są prawdziwe Citroeny?

5. Dom na kółkach:
Od dłuższego czasu, tj. od kilkunastu lat "chodzi za mną" ten temat. Wziąć nie kampera na dostawczaku , ale solidne podwozie najlepiej ciężarowe lub heavy-duty terenowe...taki Star 266 na przykład (który potrafię prowadzić, ale mi nie wolno), Unimoga, Volvo C303 (lub którakolwiek z podobnych konstrukcji) i do tego małe mieszkanko, gwarantujące pełną mobilność i niezależność (np. Hymer albo Actionmobil). O ile jest Wi-fi :-)

Czy to wyczerpuje temat? nie ma mowy! Ale teraz już wszyscy wiedzą, dlaczego samochody  moich marzeń nie mieszczą się w garażu moich marzeń :-)

Przepraszam, że taki długi tekst wyszedł. Jakoś tak...wyszło, samo.  Bo miało być krótko i na temat!

P.S. Bez zdjęć, bo zakładam, że czytelnicy wiedzą jak wyglądają wymienione pojazdy.