Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inorock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inorock. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 września 2015

Miks autorski 50 - żelazo & rokenrol!

Witajcie!

Nowy miesiąc - nowy wpis, dziś z dużą ilością żelaza z trzech krajów, wrażeniami pokoncertowymi oraz herezjami, znaczy moimi opiniami i obserwacjami. Ponieważ nie ma sensu sztucznie pompować wstępu, dlatego przejdźmy od razu do konkretów.

1. Żelazo


Oczywiście, jak każdy (od jakiegoś czasu) miks tutaj, zacznę od kącika szczecińsko - czarnotablicowego:





...i reszta tego, co się udało się ustrzelić w Szczecinie:
zgadza się - Z1 Egon jakiś rok temu został złapany w Warszawie (!!!)
tutaj potwierdza tezę, że najlepsze fury są pod Lidlem ;-)
na potencjalnych klientów w pewnym komisie czeka czarne Volvo:
Szczecin też ma swojego Gargamela! ;-)
spłonione Porsche...
Krul, także ten. #suchar
i co zrobisz jak nic nie zrobisz?
przestali go robić, nim zdążyłem być wystarczająco bogaty na nowego, i już.
specjalnie dla wiadomokogo.

Tymczasem w Inowrocławiu (do którego jeszcze wrócę), oraz po drodze do i z niego:
W samym Inowrocławiu obeszliśmy z Wybranką jakieś 3 ulice w pobliżu Świętokrzyskiej 107.
bo to przecież normalny widok na parkingu pod centrum handlowym (dla ludziów pokroju prestiż madafaka tedeik - galerią)

mniej-więcej naprzeciwko wejścia na teren festiwalu:

i w pełnej okazałości:
zaś na pobliskim osiedlu:



tego nawet nie wiem jak skomentować:

w centrum Wałcza:

niestety nie bardzo mogliśmy się zatrzymać:
Ciężko powiedzieć, czy to oryginał czy samoróba:

taki drobny majndfak. W Zachodniopomorskiem
jakby ktoś pytał: za Żukiem stoi Star 266

Tymczasem w Danii...
Phi! plastik! ;-)

Dziwne miejsce. Jakieś stare traktory, przyczepy, a w środku "salonu":
Pikapy są stworzone do pracy!
Save Saab. A nie, czekaj...
szkoda, że skręcałem w lewo:
Poprzednim razem stał jeden:
Duńczycy strasznie się przejmują prestiżem. Jak widać:
Kolejne brytolskie żelazo:
Chyba sąsiedzi go nie lubią. Ja bym jeździł!

Tymczasem w Szwecji...
a dokładniej na jakichś 30-40 metrach


Gdzie indziej w Szwecji polski akcent, czyli Jaris na (niepłonącym) Solarisie:
 Może tego nie widać, ale tym pojazdem jeździła sobie po Europie rodzinka 3-osobowa.
Tak, to kamper.

2. Czas na muzykę!

Tak jak zapowiedziałem, tak zrobiliśmy. Zaczęło się oczywiście od biletów:
Na bramie wejściowej - taki trochę dysonans...?
Rozpoczął zespół State Urge - skromni, zdolni, dobrze brzmiący i niewiele śpiewający. Bardzo mnie się spodobało co i jak grali.
Jakbym się miał czepiać, to tylko sprzętu basisty - ten precel, owszem był dobrze słyszalny, ale jak dla mnie średnio pasował do stylistyki zespołu; IMHO bardziej sprawdziłoby się jakieś nowoczesne brzmienie. Użyty w dwóch kawałkach fretless nie był dla odmiany prawie wcale słyszalny, a szkoda.
Czy trzeba przypominać, kto był gwiazdą tego dnia?
"ja tu byłem" ;-)
W międzyczasie na scenie pojawił się taki "nowoczesny zestawik basisty za wagonik pieniędzy":
A później zaczęli grać. Ten bas żarł, po prostu ŻARŁ tak, że "aż cycki urywało". Reszta instrumentów tez brzmiała znakomicie, obsługiwana przez operatorów którzy wiedzieli co z nimi robić. Niestety, efekt psuł wokalista, który w momentach gdy wchodził na scenę i otwierał paszczę, celem wydobywania dźwięków, wolał swój głos modulować w irytujący sposób, przypominający sposób śpiewania wyjca któremu "jest ciemno" i tego drugiego, co "spada".
Wspominałem już, że muzycznie zespół pierwsza klasa?
Nie widział tabliczki!? ;-)
Po nich na scenie pojawił się Motorpsycho. Grali głośno, przeważnie szybko i z mięchem. Ten zestaw lampek robił to, co do niego należało! Szkoda tylko, że ich granie średnio pasowało do klimatu muzycznego imprezy.
Niestety, nie obyło się bez awarii - dwa razy nawaliły im przody, kiedy indziej całkiem zamilkli. Na szczęście impreza była obsługiwana przez nieprawdopodobnie ogarniętą ekipę techniczną, która cały czas czuwała i jakiekolwiek zgrzyty usuwała w szybkim tempie, a zwykle jeszcze zanim coś się wydarzyło. I tak podczas całej imprezy.
Pod koniec wykonu Motorpsycho zrobiło się już ciemno - odpowiedni klimat na MOJĄ gwiazdę wieczoru. Techniczni wtoczyli kolejny zestaw sprzętu:
Już jest dobrze; późniejsze doznania słuchowe tylko to potwierdziły.
(ale ja lubię brzmienie EBS !)
Mistrz postanowił podłogę zainstalować sobie sam...
...i jako jeden z nielicznych poświęcił kilka minut na strojenie, rozgrzewkę i ustawienie gałkologii:
Widok i brzmienie Colina Edwina, napitalajacego kostką z "zamachem zza głowy" po fretlesie - bezcenne!!!
Naturalnie zagrali głownie materiał z ostatniej płyty Tima Bownessa, ale nie zabrakło fantastycznych, sporo różniących się od wersji albumowych wykonań kawałków z repertuaru No-Man'a: "All the blue changes", "Housewives hooked on heroin" i "Time travel in Texas". 
Cały koncert wykonali z ogromnym luzem, Bowness co jakiś czas wtrącał czerstwe żarciki, a jedną piosenkę zupełnie popierniczył - śpiewał inną niż grała reszta zespołu.
 "co za publiczność! odstawiają owacje na stojąco przed outrem! oni nie znają moich piosenek!" ;-)
(tak było!)
Stojąc na wprost stanowiska Mojego Ulubionego Basisty (praktycznie w pierwszym rzędzie), zauważyłem dziwną rzecz: dźwięk docierający do moich uszu z zestawu EBS był czysty i żywy (mimo, że Spector z EMG MMTW), natomiast "przody" wydobywały z głośników jakiś dziwny przester w niskich częstotliwościach. Ale OCZYWIŚCIE się nie znam.
P.S. Zapowiadanego Teo Travisa nie było.


Po nich na scenie pojawił się Fish z zespołem. Niestety, po pierwszych kilku minutach musieliśmy się - ze względów obiektywnych - ewakuować. Ale nic straconego - w listopadzie będzie w Szczecinie!

Taka tylko ciekawostka - basista Fisha porzucił olejowanego Warwicka na rzecz...czerwonego Spectora Euro 5!
BTW: aktualnie średnio intensywnie poszukuję celem zakupu! (ale tylko 4 strunowego), ewentualnie coś podobnego charakterem.

TAK BYŁO!
 (niestety, aparacik nie umie nagrywać w lepszej jakości):
W przyszłym roku też musimy się wybrać!

I jeszcze na koniec tylko tak dorzucę kilka luźnych refleksji:
1. Po w/w koncertach doszedłem do wniosku, że w idealnym świecie, to znaczy między innymi takim, w którym umiem choć średnio grac na basie, potrzebowałbym tylko dwa instrumenty: F Bassa i fretlesa.
2. Zdarzyło się ostatnio, że nabyte drogą kupna CZTERY płyty podczas ripowania nie zostały odnalezione w CDDB. Mało tego - dwóch z nich nie ma nawet w Last.fm Fingerprint! (czasem posiłkuję się Banshee). Do tej pory nie wydawało mnie się, że muzycznie to aż taka egzotyka - chyba trudno uznać za takową wykonawców około-Wilsonowych, w tym pewną supergrupę z pewnym słynnym fretlessem. Bo jeśli się mylę, to czy nagle stałem się jakimś cholernym muzycznym hipsterem? ;-)
I tyle.