Pokazywanie postów oznaczonych etykietą volvo 144. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą volvo 144. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lutego 2016

Miks autorski 55 - rób pan miksa bo nie mam czasu!

Witajcie!
Tak sobie pomyślałem, że dawno nie wrzucałem tutaj żadnego miksu. Dziś więc w swój sposób postaram się zmienić ten stan rzeczy. Zaczynamy od podkładu - kawałka promującego debiut(?) solowego projektu Nicka Beggsa.
 Do tematów muzycznych pozwolę sobie wrócić na koniec.

Zaczynamy od żelaza ustrzelonego w Szczecinie i okolicach:

  Jakiś dziwny Nissan ;-)

"Czego się gapi?!"

Ależbym nim jeździł!
Mały kącik podwójnego widzenia:

 Wrastający:
 W pierwszej chwili chciałem jakiś konkurs typu "a co to?" zrobić , ale byłoby za łatwo:



Przeskakujemy do Danii, gdzie ozdobą pewnego szrotu jest:
Dwa koty:
 "Zwykłe" duńskie podwórko:

 To jest dopiero podwójne widzenie!
 Bliżyj!
 Czas na kącik zepsutych Citroenów.
 na pierwszy ogień(!) idzie C4.
  Jak się okazuje nazwany tak nieprzypadkowo ;-)
 I C5. Czy mnie się tylko wydaje, czy faktycznie one dopiero teraz zaczynają "się kłaść"?

 "Pozdro da kumatych"

I jeszcze z innej beczki. W paczce, którą ostatnio do mnie przyniósł płytonosz, znalazłem zamówioną wcześniej, najnowszą płytę Riverside. To było drugie podejście do ich twórczości; dałem drugą szansę, bo mimo iż muzyka się spodobała, to płyta wywoływała swoim brzmieniem krwawienie z uszu. Po kilku latach drugie podejście; tym bardziej, że recenzje były jednoznacznie pozytywne.
I...nawet nie wiecie jak się srogo zawiodłem, jak bardzo się wkurzyłem (to bardzo delikatne określenie). Co z tego, że muzycznie to jest światowa pierwsza liga, jak brzmi jak GÓWNO. Nadal, mimo iż mamy dwudziesty pierwszy wiek, polscy realizatorzy nie znają innego położenia gałki "volume" dla wokalu niż 100%. To, że się da i są wyjątki to już inna sprawa. I nie, nie są usprawiedliwieniem braki sprzętowe - w latach 90 w Izabelinie dało się nagrać sporo dobrze zmiksowanych płyt, nie mówiąc już o EP-ce niejakiego MrPapaBear (aktualnie nie mogę znaleźć), która pod względem brzmieniowym (i nie tylko, ale to temat na zupełnie inny wpis) przebija przynajmniej 90% muzyki nagranej w Polsce przez ostatnich lat co najmniej kilkanaście.
Poważnie przez ostatnie 50 lat (prawie)ŻADEN polski realizator nie słyszał żadnej zachodniej muzyki?
A jeśli słyszał, to nie przyszło mu do łba, że jednak coś robi nie tak? (i może wypadałoby się poduczyć)
A jeśli nie chce się poduczyć, to do tej roboty się zwyczajnie nie nadaje - nie ogarnia tych guziczków i pokrętełek, więc może by się wziął i zmienił pracę?
Trochę emocjonalnie, ale uwierzcie mi - tego nie da się słuchać. We fragmentach, gdzie słychać (hę?) same instrumenty trzeba porządnie podbić głośność, a jak wchodzi wokal, ściszyć prawie do zera, bo zbyt kłuje w uszy. I to nie jest przypadek odosobniony, taka jest ogromna większość.
Być może przesadzam, ale póki co nie zanosi się, bym w najbliższym czasie kupił płytę z polską muzyką inną niż instrumentalna.
No.

wtorek, 8 października 2013

Miks autorski część 7 - miks komórkowy + aktualizacja siodełka.

Buongiorno!

Dawno nic nie wrzucałem, a nazbierało się sfotografowanego żelaza, które to zamierzam Wam pokazać. Wszystkich oczekujących nie wiadomo jakiego poziomu muszę rozczarować - wiele brakuje choćby do poziomu ostatnich wpisów zaprzyjaźnionych blogerów.
Przejdźmy do rzeczy, to znaczy żelaza. Miks podzieliłem na kilka małych części, czyli komórek, poza tym wszystkie zdjęcia ponownie wykonałem telefonem - stąd nazwa miksu.

Komórka "chyba ktoś pomylił nazwy":


Komórka "byłem przez chwilę w Gdańsku":


 (czyżby gdański patent na gnicie?)

Komórka "nuuuda, nic się nie psuje!":



Komórka "skąd TO się tu wzięło?":



Komórka "było ciemno, to i zdjęcia gównianej jakości":



coś dla Qropatwy:


Komórka "wszystkie kolory świata":



pozornie to jest niebieskie kombo, ale tak naprawdę zielone! ;-)
coś dla Basstarda:

Komórka "gdzie indziej nie skategoryzowane, ale głupio skomentowane":

Gdzie są Mazdy z tamtych lat?
 "Własny ośrodek sportowy ma także gmina Drobin, w powiece Płockim"???
 (do R5 nie udało mnie się wymyślić komentarza, ale podobuje mnie się)
 "Zakład pogrzebowy Lexus Szczecin poleca swoje usługi"
"niemieccy inżynierowe odnieśli kolejny sukces w walce z korozją!"

"A teraz coś z zupełnie innej beczki".
Szczecin to dziwne miasto, określane przez wiele osób, którym nieobojętny jest jego los jako "miasto sięniedasię". Pomijając, ze względu na założenia tego bloga, tematy polityczne i polityczno-gospodarczo-byznesowe (odsyłam do bloga "Gospodarka regionalna", widocznego na bocznym pasku) podam jeden przykład z podwórka motoryzacyjnego. Czy wiecie, że w regionie jest jeden diler/serwis autoryzowany Toyoty i Lexusa? I w tym oto serwisie obowiązuje ZAKAZ OBSŁUGI pojazdów sprowadzonych. Na przykład: Lexusa albo 4Runnera ze Stanów, HZJ7 z Dubaju albo z ExtremFahrzeuge, nowej Hiace z Rosji albo z Ukrainy. Owszem, są warsztaty specjalizujące się w Japończykach i/lub Toyotach, ale...nie mogą kupić części w ASO! Na szczęście Szczecin leży blisko granicy, a w najbliższym niemieckim serwisie nie ma najmniejszych problemów, jak z resztą na całym świecie.
Tylko co to ma wspólnego ze mną? Ma to, że trzeci tydzień jestem bez basu!! Żaden lutnik szczeciński nie ma ochoty podjąć się dorobienia siodełka. Powiem więcej - tak olany/zignorowany to nie przypominam sobie kiedy ostatnio byłem. Wygląda na to, że nie będąc znanym muzykiem, z którym można sobie zrobić zdjęcie lub którego nazwiska nie można sobie wpisać do referencji, nie można liczyć na wykonanie w końcu dość prostej usługi. Jak dotąd jedynym, który potraktował mnie serio jest Pumex, którego usprawiedliwia przebywanie w...Australii, pozostali powinni napisać wprost na swoich stronach "Cywili nie obsługuję!". Naprawdę, krew już mnie zalewa, a żółć wylewa się uszami. Sytuacji nie ratuje nawet to, że mam zapasową "paździerz", to znaczy chiński, krzywy i głuchy bas 'Lentamente'.
Na logikę, pozostają mi opcje:
- rezygnacja z basowania, szukanie innego hobby. ODPADA!! "i'm loving it!!"
- dokupienie kolejnego basu do kolekcji. ODPADA!! choruję na Spectora, ale póki co mnie nie stać, i co zrobić z Yamahą?
- szukanie chętnego lutnika na większym obszarze; podobno w Gorzowie jest? następny podobno 250km od Szczecina!
- zamówienie i samodzielne zamontowanie oryginalnego siodełka (14pln + przesyłka!), z nadzieją że za chwilę znów się nie rozpadnie,
- odświeżyć swoje muzyczne znajomości, a następnie powołując się na nie ponownie uderzyć....

Tymczasem moja Yamaha wygląda tak:
No. Na dziś to byłoby tyle. Oczywiście można komentować ;-)