Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hartke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hartke. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 marca 2016

Krótek - basowości

Witajcie!

Dziś podczas jazdy służbowym samochodem z całą swoja mocą uderzyło mnie uczucie, które zupełnie poza świadomością wywołało na mojej gębie banana od ucha od ucha. Słuchając jednej ze stacji radiowych zdałem sobie sprawę, że w kilku niesłyszanych od wielu lat przebojach wyraźnie dociera do moich uszu charakterystyczne brzmienie Spectora. Mój ulubiony! - jak mawiają w pewnej reklamie.

A tymczasem na podłodze:
Także ten.

poniedziałek, 27 października 2014

Basowo - Koń, czyli ZOOM B1on

Witajcie!

Minęło już trochę czasu od zakupu, wymyśliłem więc sobie na dziś coś na kształt recenzji tytułowego sprzętu, oczywiście zrobionej po mojemu!
Najpierw jednak kilka słów wyjaśnienia:
- po pierwsze tytułowy koń odnosi się do powiedzenia "koń jaki jest - każdy widzi"; w internecie jest tak wiele próbek pozwalających wyrobić sobie zdanie na temat brzmienia Zoom'a B1on, więc tych tu nie uświadczycie,
- po drugie ostrzegam, że nie będzie to recenzja - skupię się na subiektywnych odczuciach z używania sprzętu oraz wadach - zaletami zajmują się reklama i marketingowcy ;-)

O pierwszym wrażeniu już w komentarzach gdzieś w Złomnecie wspominałem - kilka minut po zamówieniu zauważyłem, że 22 października w Szczecinie zagra(ł) Richard Bona, a ja właśnie wypłukałem się z "wolnej" kasy. Nie, żebym był jakimś fanem, ale wydaje mi się, że warto było pójść zobaczyć i posłuchać jak prawidłowo obsługuje się Foderę:

Drugie wrażenie nastąpiło po otrzymaniu przesyłki - JAKIE MIKROSKOPIJNE PUDEŁKO! Gdzie to się zmieściło? Tak, Zoom jest mikrych rozmiarów - chyba taka moda ostatnio zapanowała; chiński Mooer ma całą gamę efektów które ciężko zauważyć, a i inni producenci wypuszczają kostki w wersji 'mini'. Obawiałem się utrudnionej obsługi z tego powodu, ale nie jest źle - co prawda na boso, ale jednak.

Trzecie wrażenie - nic nie umiem! - po uruchomieniu podkładów perkusyjnych i próbie zagrania równo z nimi przy jednoczesnym odsłuchu na słuchawkach, w dodatku ustawionym jakimś chorusie i innych symulacjach uwypuklających najmniejszy nawet błąd (polecam E4 lub J4!).

Czwarte wrażenie przyszło po kilku minutach używania - "wszystko inne idzie na sprzedaż, zostają tylko kabelki!", które ustąpiło miejsca chłodnej analizie podczas dalszego odkrywania Zoom'a. Generalnie stanęło na tym, że efekty zostają, natomiast będę się żegnać z metronomem/tunerem i z Hiwattem. Nie jest oczywiście tak, że na temat tego ostatniego powiem choćby jedno złe słowo. W ŻYCIU! Najzwyczajniej w świecie już dawno stwierdziłem, że jak na moje warunki lokalowe jest zdecydowanie zbyt głośny (można grać cicho, ale brzmienie jest 'nienasycone'), zaś po popróbowaniu innych brzmień (choć tylko symulowanych) zapragnąłem czegoś czystszego, transparentnego. Bo "niestety" Hiwatt narzuca swoje brzmienie, i kręcenie gałkami tego nijak nie zmieni, mimo iż jest to brzmienie cholernie konkretne, po prostu rockowe!

Tyle się napisałem, i nic póki co z tego nie wynika, czas na konkrety. Choć z drugiej strony to w sumie do tego służą blogi...?

Brzmienie, czyli to po co się kupuje tego typu zabawki.
Zadziwiające, jaka podczas mojego życia nastąpiła miniaturyzacja! W całkowicie plastikowym pudełeczku zawarto sto (wersja po upgrejdzie) symulacji wzmacniaczy i efektów basowych. Nie jest tego aż tak dużo jak w wyższych modelach, ale i tak wystarczy. Poza tym należy pamiętać, że Zoom B1on kosztuje nieco ponad 200 złotych! Dlatego trudno wewnątrz szukać nowoczesnego, mocnego procesora 24-bitowego z trzykrotnie droższego B3, a co za tym idzie wysokiej jakości symulacji. Spokojnie, jest dobrze, ale...
Nie wiem, czy wynika to własnie ze słabej jakości symulacji, czy może niesymulowany sprzęt zachowywałby się tak samo, ale na kilka z nich muszę zwrócić uwagę. Dokładniej:
- symulacja BigMuff - niby ma charakter oryginału, ale brzmi jakoś...bez dynamiki, płasko, mimo kręcenia wirtualnymi gałkami.
- symulacja SansAmpa = mulący, lejący się dół + kompletnie odklejona, sycząco-szumiąca góra. Roman uśmiechnięty aż uszy bolą.
- symulacja głowa+paczka Gallien-Kruger - brzmi okropnie, niczym jakiś najgorszy Warwick puszczony przez radiowęzeł. Sytuacja nieco się poprawia po dodaniu w łańcuch przed wzmacniacz kompresora, ale do "nieoheblowanej dechy w pysk" daleko.
- niektóre symulacje filtrów obwiednich (envelope/auto wah-wah) potrafią podczas gry zwyczajnie "zgubić" co jakiś czas nutkę. Podejrzewam, że to ze względu na ten słaby procesor...

Pomijając ostatnią uwagę, pozostałe powyższe sytuacje są najbardziej uciążliwe, gdy gram na mojej Yamaszce wyposażonej we flaty, ale i z moją chińską paździerzą z naciągniętymi ostrymi stalówkami nie jest zupełnie dobrze. Przy okazji muszę dodać, że najgorszym brzmieniem jakie ustawiłem w Zoomie bez kręcenia gałkami jest kombinacja symulacji SansAmp + Gallien-Kruger - tego nie da się słuchać, ani opisać!
Oczywiście do jeszcze kilku symulacji mógłbym się przyczepić, ale albo nie jest z nimi aż tak źle, albo z nich nie korzystam.

Muszę jednocześnie przyznać, że Defretter daje radę! :-)

Przy okazji kombinowania z brzmieniem zrozumiałem, dlaczego tak wielu basistów uważa paczki Edena za najlepsze, choć niekoniecznie muszę się z nimi zgadzać.

Obsługa...nie jest tak różowo.
Ale subiektywnie, bo komuś pasować może taki mix filozofii obsługi Zooma B1 i MS-60B. Mamy więc możliwość przełączania komórek (sto - wszystkie zaprogramowane mniej lub bardziej użytecznymi gotowymi brzmieniami) za pomocą dwóch dużych pedałów na zasadzie "dół/góra", oraz kursorami banków A-J. Jednocześnie można wejść w ustawienia łańcucha  (do pięciu efektów jednocześnie) za pomocą Enter, zmienić kolejności symulacji, coś dodać, usunąć za pomocą klawiszy kierunkowych, albo pokręcić wirtualnymi gałkami. Generalnie Entera trzeba się nastukać.
Klawisz Menu przenosi do głównego ekranu - wyboru komórek, natomiast "Rhytm/Looper"...właśnie. To chyba najbardziej irytująca sprawa w B1on.  Wciśniecie przycisku powoduje uruchomienie automatu perkusyjnego - pedały w tym trybie służą jako klawisze "Play" i "Stop", natomiast za pomocą Entera i pokrętła ustawiamy parametry podkładu; ponownym wciśnięciem "Rhytm/Looper" przechodzimy do Loopera, ponownie do automatu, itd.... I nie miałbym nic przeciwko, bo sam zamysł jest w porządku, ale...każdorazowe wejście powoduje uruchomienie jednosekundowej animacji. Mam pytanie - PO CO?!?! W sytuacji uruchomionego podkładu perkusyjnego z pętlą, chcę szybciutko dograć pętle w innym brzmieniu, więc: "Home"->"Looper", dogranie, "Home"->"Looper" i tak kilka razy (jeśli jest pomysł na coś bardziej skomplikowanego) i za każdym razem ta irytująca animacja!!!
Klawisz "Menu" jak dotąd użyłem tylko raz, poustawiałem co trzeba (np. Autostore na "OFF") i zapomniałem o jego istnieniu.
Szkoda, że nie ma możliwości wyłączania "w locie" poszczególnych części łańcucha, jak ma to miejsce w droższych modelach i droższej konkurencji...

Mimo, iż miałem skupić się na wadach, muszę pochwalić wielkość i kształt przycisków. Ktoś przemyślał sprawę i oprócz pokrętła resztę można obsługiwać bosą stopą - dokładniej dużym palcem. Albo dwoma.
Pochwalić muszę także szybki i dokładny tuner. Szkoda, że nie wyłącza on dźwięku podczas strojenia.

Jeszcze kilka spraw.
Tylny panel wyjściowo-wejściowy pozornie jest kompletny, ale pozornie. MUSZĘ skrytykować fakt, że jest tylko jedno wyjście! Nie ma możliwości jednoczesnego odsłuchu tego co gramy przez słuchawki i jednoczesnego puszczenia "gdzieś dalej", a USB służy do upgrade'u oprogramowania, ewentualnie zasilania. Dobrze przynajmniej, że Zoom nie generuje żadnych szumów własnych.
Jest jeszcze oczywiście wejście AUX, ale na razie nie testowałem.

Podsumowując - jeżeli będzie to zakup świadomy, z akceptacją pewnych swoistych cech, albo po prostu tak pasuje to zdecydowanie polecam. Sam, jeśli będę miał taką możliwość (finansową oczywiście!) będę celować w Zooma B3 lub Bossa ME-50B, mimo iż ten drugi nie ma ani interfejsu audio, ani loopera, ani automatu perkusyjnego. No nie do końca, bo można rytm sobie wystukiwać i zapętlać...A w obu łańcuch może składać się tylko z trzech symulacji (+kompresor w Bossie).
Generalnie od chwili zakupu Zooma, Hiwatta uruchomiłem może dwa razy, a motywacja do ćwiczeń mi skoczyła, z czym do tej pory miałem, no wiecie, ten-tego ;-)

I tyle ode mnie. Mimo początkowych zamiarów wyszedł spory tekst, w dodatku niekoniecznie "reader-friendly".

czwartek, 11 lipca 2013

Rżycie - "Made in China", albo jak nas robią w trąbę (aktualizacja 17.07.2013)

Hello!
(pierwotnie ten post miał być nieco dłuższy i ostrzejszy, ale się wstrzymałem)
Dziś znów trochę ponarzekam, a zacznę od (dosłownie) dupy strony. Ostatnio, a w sumie od dłuższego czasu przez stacje TV przetacza się kampania reklamowa pewnego typowo męskiego produktu. Reklama jest również męska, lekko złomnikowa - w tle stoi sobie Mustang z otwartą maską, koleś na ekranie opowiada o prostowniku...do czego zmierzam? Otóż chodzi w tej reklamie (i mnie) o nieubłaganie biegnący czas, i to co się z nim wiąże, czyli pewne, ekhem, niedomagania organizmu.
Nie będę ściemniał, dawno już minęły czasy, gdy mogłem sobie pozwolić na fryzurę "na metala" - włosy za łopatkę i takie tam :-)
Już nawet nie chodzi o to, że w moim wieku "nie wypada", a obowiązki zawodowe od dobrych kilku lat nie pozwalają na AŻ taką wolność wizerunkową. Po prostu, biologia robi swoje i dziś moje włosy można nazwać co najmniej "alternatywnie gęstymi" zaś czoło z czasem posiadło "bardziej aerodynamiczne Cx". Dlatego od jakiegoś czasu moja jedyną fryzurą jest tak zwane "zero". Prosto, tanio, wygodnie - moja Wybranka raz na jakieś 5-6 miesięcy "opierdzieli" mi głowę maszynką i siup. 
Kilka dni temu jednak stara, chińska maszynka kupiona na ryneczku którego którego już nie ma (komu przeszkadzało? lepsze są galerie? lepsze?) wzięła i ostatecznie wyzionęła ducha poprzez wewnętrzne rozpadniecie się - wszystkie plastikowe (!!!) zębatki się rozluzowały i maszynka do golenia zamieniła się w grzechotkę za 9 zł (tak DZIEWIĘĆ!!).
Tutaj dochodzimy do sedna. Oblatując sporo sklepów w Szczecinie zauważyłem pewną "prawidłowość" - czy to w Biedronce, małym sklepie ze sprzętem AGD, czy branżowej "sieciówce" wybór jest identyczny. Na półkach leżą rozmaite pudełka - większe, mniejsze, różniastych firm i - co najbardziej rodzi podejrzenie o tytułowe robienie w trąbę - w OGROMNYM rozrzucie cenowym. Najtańsza golarka jaką znalazłem kosztowała około 35 zł, najdroższa - prawie 2000zł DWA TYSIĄCE!!
Może ze mną jest coś nie tak, za dużo Złomnika czytam, za dużo myślę racjonalnie (???), ale mimo kilkugodzinnych starań nie udało mi się znaleźć takich cech pomiędzy modelami które uzasadniałaby aż takie różnice w cenie. Poza tym chyba najważniejsze - WSZYSTKIE, CO DO JEDNEJ, BEZ WZGLĘDU NA CENĘ I "PRODUCENTA" BYŁY MADE IN CHINA.
Oczywiście skończyło się na zakupie najtańszej normalnej, ale nie o to chodzi. Czy to jest wolny wybór? wolny rynek? nie można tego w krajach 'cywilizowanych' produkować? dziwią się później różni ważniacy różnym kryzysom i rosnącemu bezrobociu....TAK, MIAŁO NIE BYĆ O POLITYCE!
To nie będzie.
Jakoś tak się złożyło że mniej więcej w tym samym czasie zauważyłem "w internetach" zgłoszenia ludzi odnośnie jakości niedawno wprowadzonych do produkcji headów firmy Ampeg. Chodzi o model Micro-CL, produkowany w całości w Chinach. Ludziska mówią o trzaskach, spięciach, gotujących się  kondensatorach. Wyszło im (Ampegowi) przyzwoicie z serią BA, a tutaj niekoniecznie. Także na Basoofce powstał temat o samozapłonie produkowanego również w Chinach EBS Session Classic. Więc CHYBA coś jest na rzeczy. Tym bardziej daje do myślenia że niedawno Gallien-Kruger zapowiedział przeniesienie produkcji swoich kolumn z powrotem do Stanów. Już teraz podobno najbardziej jakościowo problematyczny head, MB200 najpierw przyjeżdża z Chin i jest sprawdzany. Ta bardziej sprawdzana seria różni się "pieczątką" GK. Starsze, wysyłane z Chin mają napis "engineered in USA, made in China", te nowsze "engineered and inspected in USA".
Podobnie robią ostatnio np. Ashdown i Hiwatt - wszystkie wyższe modele wzmacniaczy i kolumn robią u siebie, w Wielkiej Brytanii.
Co prawda to prawda (bo ktoś mógłby wytoczyć taki aspekt) niektórym wychodzi "romans z chińszczyzną". Przykłady które przychodzą mi do głowy to Hartke - które trudno uznać za zawodne, Kustom - którego nowy sprzęt co prawda po prostu śmierdzi, ale daje radę, oraz Phil Jones (AAD) którego sprzęt - mimo uzasadnienia przez polskiego dystrybutora wysokich cen PJB produkcją amerykańską lekko mijając się z prawdą - jest produkowany w całości w Chinach.
Tak swoja drogą nagłośnienie amerykańskiej firmy Overton ma na sobie napis: "Proudly made in China".
Na zakończenie tego nielogicznego wywodu lub jak kto woli ciągu wynurzeń, zostaje smutna refleksja o naprawdę niewielkim wyborze sprzętu basowego spoza Chin, ale to już temat na zupełnie oddzielny post, który mógłby mieć w podtytule "czyli dlaczego nie kupię Taurusa". Ograniczę się tylko do jednego szczegółu - jaki jest wybór typowo ĆWICZEBNEGO sprzętu basowego spoza Chin? Markbass Micromark i Fender Rumble - ten ostatni "Made in Korea", ale na częściach z Chin...Coś pominąłem? Jest jeszcze OCZYWIŚCIE Marshall - "Made in India" :-)
Tym malkontenckim akcentem kończę.
Dobranoc, miłych snów ;-)

Aktualizacja 17.07.2013: Z tego co widzę Marshall wycofał z oferty całkowicie sprzęt basowy.