"C
hcieć czegoś od życia to jak z dłubaniem w nosie - trzeba się sporo nakręcić żeby coś wyszło" (mądrość ludowa, autor nieznany)

sobota, 20 października 2018

Krótek - wybory 2018 number zwei

Witajcie!

Miałem (jako Szczecinianin w drugim pokoleniu, a więc żywo zainteresowany) napisać kilka słów o rzeczach niedawno "wypłyniętych", o "których nie przeczytasz w Onecie, nie zobaczysz w Tefauenie", ale w międzyczasie nastała cisza wyborcza. Dziś więc podzielę się z Wami pewnym spostrzeżeniem.
Nie wiem jak w innych miastach, ale w Szczecinie na plakatach, bilbordach, ulotkach od jakichś dwudziestu lat przed każdymi wyborami pojawiają się w większości te same mordy. W sumie zrozumiałe; jest taki gatunek ludzki, którego przedstawiciele nie potrafią przepracować jednego dnia w życiu.
Rzecz w tym, że w ogromnej większości są to TE SAME ZDJĘCIA.
Od kilkunastu lat.

A! i najważniejsze. Sugeruję pójście na wybory i oddanie ważnego głosu, zgodnie z sumieniem.

P.S. Tak sobie zerkam na katalog ze zdjęciami na kolejnego miksa - ponad 100. Chyba coś z tym czas  najwyższy zrobić.

piątek, 28 września 2018

Krótek - Kobong 2018

Witajcie!

A wy? Wzbogaciliście swoją płytotekę o reedycję legendarnego (nie jestem pewien czy nie w cudzysłowie) debiutu zespołu Kobong?





P.S. na popularnym portalu aukcyjnym pozostał na dzień dzisiejszy jeden niedobitek - używane CD za 999 :-)

niedziela, 2 września 2018

Muzycznie - Ino-rock 25.08.2018, czyli przynudzajki

Witajcie!

Ponad 600 kilometrów, jedenasta edycja, pięć zespołów, jeden wieczór,  jeden amfiteatr, i jedna siąpawica (trudne słowo), słowem - Ino-Rock 2018. Byliśmy, słuchaliśmy, a nawet co nieco nagraliśmy dla potomnych. Dzisiaj pozwolę sobie podzielić się z Wami wrażeniami z tej imprezy.

Przede wszystkim ponownie ogromne słowa uznania dla organizatorów - wszystko działało jak w zegarku, zmiany wyposażenia na scenie trwały kilka minut, brzmiało doskonale. Nie zapomniano o zapleczu - Toi-toie, bieżąca woda, bus z bufetem gastronomicznym (pyszny kebab!), plus stoisko z piwem i innymi napojami. Jak co roku zapomniano o jakimkolwiek oznaczeniu wejścia, ale to szczegół.

W zeszłym roku nie udało nam się wybrać z wielu dziwnych powodów. W tym nie było bata. Jedziemy!
Po zapowiedzianych wykonawcach spodziewaliśmy się - powiedzmy - niedoboru ekspresji rockowej, i...nie rozczarowaliśmy się, choć momentami przydałby się "kop". A teraz do tak zwanej rzeczy.

Jakby dobrze poszukać, w kolekcji moich płyt dość szybko uda się znaleźć jeden album Hipgnosis. Niezłe, charakterystyczne brzmienie, przekombinowane kompozycje, irytujący wokal - jak na płycie tak i na koncercie - może coś przekąsimy? Na szczęście zespół nie szczędził nam momentów mocno śmiechowych, jak na filmiku poniżej. Coś mi się jednak zdaje, że oni to na poważnie.

Wspominałem już, że Amarok wydał album roku 2017? Nie mogę sobie tylko przypomnieć, czemu podczas festiwalu nie kupiłem sobie ich t-szirta. "Zespół bez basu" dał radę na żywo, co było także widać pod sceną. Oczywiście absencja Mariusza Dudy na wokalu mocno dała się we znaki, ale nie będę się czepiać. Szkoda, bardzo szkoda, że grali tak krótko - ledwo zdążyli stworzyć nieco ambientową, odjechaną  atmosferę, a już musieli kończyć. Trudno, taki urok Ino-Rocka. Dla mnie była to druga co do wielkości gwiazda tego dnia.


Kolejnym wykonawcą był Bjørn Riis z zespołem, czyli drugi głos i gitara zespołu Airbag, tego z Norwegii. Mało tego - na bębnach pogrywał perkusista tegoż. Jeśli ktoś spodziewał się powiewu świeżości, usłyszenia co naprawdę w duszy facetowi gra - musiał poczuć się zawiedziony. Nie, żeby wykonanie nie stało na wysokim poziomie, ale...ileż można "na jedno kopyto". I żeby nie było - lubię Airbag. Wyjątkiem był utwór "Where are you now", podczas zapowiedzi którego zaczęło padać.
Jakby tego było mało - grali z półplaybacku.

Podobno połowa publiczności czekała/przybyła specjalnie na ten koncert. Soup, bo o nim mowa, przyjechał do Inowrocławia z...tak, zgadliście, Norwegii. Bez wątpienia to nasze (z Wybranką) rozczarowanie tego wieczoru; żeby nie było - wcześniej nie słyszeliśmy ich muzyki. Zaczęli jak na filmiku poniżej. Napięcie narastało, zespół budował frapującą ścianę dźwięku, już spodziewaliśmy się solidnego muzycznego kopa w twarz, a tu nic. Później było tylko gorzej. Jeśli mnie pamięć nie myli zagrali dwa utwory w stylu "Sigur Ros plays Pink Floyd", a następny brzmiał jak klawisze z "Echoes" dołożone do "One of These Days", może trochę "Run Like Hell", tylko grane dużo wolniej. Na prawie sam koniec postanowili poplagiatować King Crimson - na "Epitaph" nałożyli fragmenty "Starless". Ponieważ wszystko się zgadzało, z Wybranką nuciliśmy sobie pod nosami "Confusion will be my epitaph...". Końcówkę występu woleliśmy poświęcić na konsumpcję. Po prostu przynudzali. Tak smętnie.

Jako ostatni wyszli na scenę Gazpacho. Zagrali na niesamowitym luzie, przy okazji udowadniając trzy rzeczy - że w pełni zasługują na status gwiazdy, że przez ostatnie 20 lat (mniej więcej tyle działają) nic a nic nie rozwinęli swojego stylu, a po trzecie ich najlepszym albumem jest Tick Tock. Moim ulubionym też. Ciekawostka, że scena nie była zagracona nagłośnieniem - instrumenty były podłączone w podłogę, DI i do dźwiękowca. Nie mam pojęcia czy ma to coś wspólnego z tym faktem, że ich występ był najgłośniejszy, przy okazji nie tracąc nic z brzmienia i czytelności.
Na koniec bis i...do zobaczenia za rok, bo nie wyobrażam sobie, że odpuścimy.

piątek, 31 sierpnia 2018

Krótek - wybory 2018 number eins

Witajcie!


Do całkiem niedawna z mieszanką współczucia i pewnego politowania (a może nawet rozbawienia, biorąc pod uwagę kampanię) patrzałem na wybór, jaki mają przed sobą Warszawiacy w wyborach na stanowisko prezydenta miasta. Było coś o dżumie, cholerze i jeszcze kilka określeń.
Aż poznałem kandydatów szczecińskich i wszystko co mogło to mi opadło. Właściwie jedyne co się ciśnie na usta to cytat z "klasyka" - niejakiego Stonogi (a może Zbigniewa S.), o dramacie. Albo ten o ryju.

P.S. mem ukradziony z internetów.