"C
hcieć czegoś od życia to jak z dłubaniem w nosie - trzeba się sporo nakręcić żeby coś wyszło" (mądrość ludowa, autor nieznany)

poniedziałek, 26 października 2015

Miks autorski 52 - październikowy 'press F5'

Witajcie!

Październik zbliża się nieubłaganie ku końcowi, postanowiłem więc nieco odświeżyć zawartość mojego blogaska. Oczywiście z tyłu głowy siedzi sobie i załamuje ręce nad tym faktem świadomość, że przebić poprzedniego miksa nie dam rady. Nie i już.
Trudno. Lecim z miksem, znów z zawartością ustrzeloną w czterech państwach. Po miksie - kilka słów ode mnie.

Dziś jako podkład oficjalna zajawka/teaser albumu, który katuję ciągle, wszędzie i w kółko:
GENIALNY!

Zacznijmy może od bardzo fajnego Forda w Szczecinie:

 Bardzo fajny Ford w Danii:
(śpieszyłem się!)
 Garbus w Danii:
 Garbus w Szczecinie:

 I tym sposobem trafiamy do szczecińskiego kącika Maluchów:



Reszta żelaza ze Szczecina:




Tego Lincolna można spotkać w wielu punktach Szczecińskiego prawego brzegu.


...chyba ma to coś z tym faktem wspólnego:
Trochę szrociakowy styl, prawda?

Kant...

 Nie znam się, ale Honda i srebrny Baleron nie może być przypadkiem ;-)

Tymczasem pod Castoramą...


Już wcześniej ustrzeliłem go podczas remontu:
 Policz identyczne Mazdy, albo w poszukiwaniu niezepsutego diesla 2,0 ;-)
Niby postęp, a ten po lewej ciaśniejszy...


Okoliczności przyrody tez niczego sobie:
Reklama koncertu Bukartyka. A o koncercie Janerki dowiedziałem się po fakcie.

Tymczasem w Niemczech.
Tak, Passat ma zaspawane szyby:

 Tymczasem w Danii:
Durna moda na takie felgi opanowuje umysły ludzi na całym swiecie:
 Podobno tutaj nie wolno było robić zdjęć:
I mniej motoryzacyjnie.
Tak tylko napomknę, że zdjęcie zrobione w połowie października:
 Przypadkiem podążyłem za reklamą:
 "Mają rozmach, ..." ;-)

Tymczasem w Szwecji:
 W temacie ciszy wyborczej (bo byliście na wyborach, prawda?):
 Jedyny, który jechał poniżej przepisowego 110km/h. W sumie niewiele więcej może.
 Nawet ponad 30- letnie Volvo było dynamiczniejsze ;-)
 Niestety, spośród kilkudziesięciu amerykańskich fur (tak starych jak i nowych) widzianych w ciągu kilkunastu godzin, tylko tego krążownika udało mi się ustrzelić.
  BTW Po drodze mijałem arcyciekawe miejsce na przedmieściach Geteborga, tuż przy autostradzie. Wypełnione po brzegi amerykańskimi i demobilowymi furami. Będzie trzeba się tam wybrać!

Tyle miksu. Jak pewnie zauważyliście, od jakiegoś czasu wpisy pojawiają się tutaj rzadko, dokładnie raz na miesiąc, aż wstyd. Niestety, taka praca. Ostatnio sprawy przybrały taki kształt, że nawet nie mam kiedy poużywać, a później tego ewentualnie opisać tutaj swoich nowych gratów basowych. Na ten przykład nie mam nawet kiedy uśmiercić dość podłej jakości roundów, żeby na ich miejsce zainstalować jeden z zakupów:
Jakby tego było mało, ostatnio nawet zacząłem myśleć o pracy po pracy! Qropatwa może potwierdzić ;-)

Własnie. Praca. W okolicznościach nieogarnialnych dla normalnych ludzi do firmy trafił Dokker, Dacia Dokker. Firma nie jest zainteresowana zakupem (choćby ze względu na zbyt krótka pakę), ale skoro pojawiła się możliwość nie odmówiłem sobie przyjemności dość konkretnego przetestowania tego francuskiego dostawczaka. Bo czyż okolice 1500 kilometrów nie pozwoli na w miarę obiektywną ocenę?
I tak sobie wykoncypowałem - mój stosunek do całej marki Dacia jest zdecydowanie pozytywny, więc tym razem...wypunktuje wady, a te niestety istnieją i mają się dobrze.
Pierwszą jest bez wątpienia konstrukcja progu oraz uszczelka powyżej; próg jest szeroki i wysoki, a nad nim jeszcze ten kawałek gumy, w dodatku zainstalowany na wcisk. Jakby tego było mało - dokładnie w połowie długości drzwi wymyślono łączenie. Trzeba o tym pamiętać i mocno podnieść stopy przy wsiadaniu i wysiadaniu, bo ryzykujemy wyrwanie uszczelki i jej pałętanie się po podłodze, albo obleśne dyndanie na zewnątrz.
Podłoga - owszem, plastikowe dywaniki są genialne w swej prostocie, ale podejrzewam, że to co leży jako wygłuszenie podłogi nie przeszłoby testów jakościowych w latach 90-tych. Nie sądzę, że ciężko (i drogo!) zrobić wytłoczkę dopasowaną do kształtu blachy.
I najważniejsze - co z tego, że fotele nadzwyczajnie wygodne, pozycja za kierownica mimo iż stosunkowo niska, to przyjemna, jeśli zapomniano o wygłuszeniu części towarowej. Najeździłem się "trochę" samochodami dostawczymi i nie spotkałem się jeszcze z tak intensywnym hałasem zza przegrody. Żeby chociaż były chlapacze...(także mają wpływ, szczególnie na mokrym).
Te plastiki! nie, żeby przeszkadzała ich jakość na desce rozdzielczej i konsoli środkowej, ale pomysł umieszczenia "tego drugiego" plastiku na podłokietniku nie należał do tych najlepszych. Po kilku godzinach najzwyczajniej w świecie można nabawić się bólu łokcia.
Nie wiem jak w innych egzemplarzach, ale w tym pedał hamulca przy każdym wciśnięciu piszczy, a nad pedałem sprzęgła wystaje dość spory kawałek gąbki wygłuszającej. Prowadzenie w butach BHP wykluczone!
Brak precyzji zmiany biegów pozwolę sobie zignorować, tłumacząc brakiem poszanowania przez poprzednich (podejrzewam, że bardzo wielu) użytkowników.
Dobrze, dla równowagi dorzucę jeszcze subiektywnie najmocniejsze plusy:
- nieprawdopodobna ergonomia pod maską - obsługa jest prosta, łatwa i przyjemna, a sama maska wisi sobie na amortyzatorach!
- audio - o tym, że nie ma nic bardziej logicznego i ergonomicznego niż pilot pod kierownicą pomysłu Renault, nie trzeba chyba nikogo przekonywać, ale projektanci poszli o duży krok dalej, rozwinęli tę sama filozofię na zawartość konsoli środkowej. Sporo przycisków, ale ani jednego zbędnego, wszystkie czytelnie opisane i robiące dokładnie to, co podpowiada intuicja. Do tego obsługa Bluetooth, USB i konfiguracja - wszystko uproszczone wyłącznie do funkcji autentycznie użytecznych.
- i najważniejsze - WYGODA! Podejrzewam, że pod tym hasłem można zawrzeć także sporą przestrzeń, przez co długa podróż nie jest udręką (wyłączając oczywiście hałas!).
I wiecie co? Jakbym dziś miał kupić nowa osobówkę "do wszystkiego" to bez wahania najpierw swoje kroki skierowałbym do salonu Renault. Na drugim miejscu byłby to pewnie salon którejś z koreańskich marek, ale to temat na zupełnie inny wpis...
Póki co poruszamy się z Wybranką kilkunastoletnim, 70-konnym toczydełkiem i jest zajebiście!

Do następnego!

7 komentarzy:

  1. "Nie znam się, ale Honda i srebrny Baleron nie może być przypadkiem"
    Zdecydowanie nie - obydwie konstrukcje zasługują na pokłony. Ewidentnie czekały na mnie, ale nie udało mi się ich namierzyć:)

    2002 - śmigałbym bardzo.

    Nysę też namierzyłem podczas pobytu, stała blisko teatru, a tam się bardzo często kręciłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - ciężko namierzyc żelazo pod marketem

      - oj TAK! Chyba moje ulubione BMW (co ja gadam!)

      Usuń
  2. A i najważniejsze - gdzie widziałeś to 2000GT?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a żebym to ja pamiętał! Coś mi świta, że to były okolice Pogodno=-Krzekowo, ale zupełnie nie jestem pewien.

      Usuń
    2. W Polsce? Z tego co wiem nie ma ani jednego egzemplarza u nas.

      Usuń
    3. (muszę się wyspać, bo głupoty piszę) Toyotę widziałem w Danii, wśród prezesów i takich tam. A co do tego, czy jakiś samochód jest w Polsce czy nie, to przypomnij mi proszę jak się znów spotkamy, żebym opowiedział Ci o pewnym miejscu.

      Usuń
  3. Klasycznie Lincoln wygrywa miks. Za lekki klimat postapo.

    OdpowiedzUsuń