"C
hcieć czegoś od życia to jak z dłubaniem w nosie - trzeba się sporo nakręcić żeby coś wyszło" (mądrość ludowa, autor nieznany)

piątek, 15 czerwca 2018

Krótek - Karmazynowy Poznań

Witajcie!

Zapewne później, jak jakoś ochłonę i się pozbieram wrzucę coś więcej, na gorąco mogę tylko kategorycznie stwierdzić, że koncert King Crimson jest doświadczeniem ABSOLUTNIE TOTALNYM.
Bywałem na koncertach lepiej nagłośnionych, lepiej brzmiących, bardziej bezbłędnych (połowa składu co kilka chwil smarkała), oczywiście z lepszym kontaktem zespołu z publicznością (albo raczej - jakimkolwiek), ale to był kosmos.
Po prostu.

P.S. #Takbyło

6 komentarzy:

  1. #byłem

    Czekałem na Frame By Frame, Three of a Perfect Pair, może nawet Elephant Talk. Po cichu liczyłem na The Great Deceiver, Easy Money i może One More Red Nightmare. Dostałem Indiscipline (mocno zmienione w stosunku do oryginału, In The Court of the Crimson King (zawsze piękne) i 21st Century Schizoid Man (na bis) oraz... masę kakofonicznych frippowych eksperymentów, do których ewidentnie nie dorosłem.

    Rozczarował mnie Jakszyk jako wokalista, za to Gavin Harrison za bębnami wywołał opad szczęki. W ogóle zabawy trzech panów perkusistów były uber ciekawe. To jednak za mało bym czuł się w pełni usatysfakcjonowany. Widziałem i słyszałem nagrania koncertów Crimsonów z lat 90., i chyba na coś takiego liczyłem. Przeliczyłem się. Szkoda.

    Na szczęście było Starless, (na koniec, przed bisem), na które Pajonk i ja czekaliśmy najbardziej. I choćby dla tego numeru było warto.

    No i oczywiście dla Tony'ego "JKM" Levina ;-)

    Nie zmienia to faktu, że próby analizowania tego, co się dzieje, choć dość interesujące, nie zastąpią obcowania z pięknem, zamiast którego dostaliśmy coś w rodzaju muzycznego odpowiednika sztuki współczesnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli byliśmy na innych koncertach :-) Osobiście w duchu miałem nadzieję na Heroes, ale nie po to na scenie jest trzech perkusistów, by grać popowe kawałki.
      Co do ostatniego akapitu - w kategorii strawności i skomplikowania nie zagrali nic 'bardziej' ponad to, co można było usłyszeć na Thrak i Projecktach. Myślę, że to kwestia osłuchania i częstości sięgania po zakręconą muzykę.
      Wybrance się podobało, choć odtwarzanie KC w warunkach domowych wywołuje reakcję "ścisz ten chaos!" :-)

      Usuń
  2. Proponuję uszanować prośbę zespołu i usunąć ze strony (i z tubki) nielegalnie nakręcony filmik.
    Tym bardziej jeśli koncert zrobił na Autorze takie wrażenie.

    Z góry dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam jak Fripp mówił z taśmy, by poczekać jak skończą grać, a najlepiej (choć użył innego sformułowania) do momentu, aż Tony podniesie swoją "kamerę". Także niekoniecznie.

      Usuń
  3. Demon, gdzie jest odpowiedź na mój komentarz pod poprzednim wpisem? Metal to najlepszy gatunek i zdania nigdy nie zmienię, nawet jak fan EDMu/popu mnie shejtuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapomniałem dodać, że na tym koncercie, który pokazałeś pięknie bili brawa! Nawet trochę brzmi jak klekot diesla. King Crimson też są bardzo dobrym zespołem.

    OdpowiedzUsuń