"C
hcieć czegoś od życia to jak z dłubaniem w nosie - trzeba się sporo nakręcić żeby coś wyszło" (mądrość ludowa, autor nieznany)

niedziela, 20 października 2013

Basowo - Żenada, czyli "Gdy emocje już opadną"

Καλημέρα!

Jak sugeruje tytuł, dziś rozczaruję wszystkich tych oglądaczoczytaczy, którzy spodziewali się wpisu motoryzacyjnego. Nic z tego, nie tym razem. Co bardziej spostrzegawczy dostrzegą także, że postanowiłem rozpocząć nowy typ wpisów, oznaczanych jako "Basowo", w których skupię się na moim ulubionym hobby ;-)

A ponieważ szkoda czasu na przydługie wstępy, zaś jeden obraz wart jest tysiąc słów, oto one:

Gdy TO:
zastąpić TYM:
a na górę dać TO:


to efekt finalny wygląda TAK:

Oczywiście, pod warunkiem znalezienia fachowca, który potrafi ogarnąć temat.
Tak WRESZCIE, PO MIESIĄCU się to stało! Moim basem zajął się...Ligman. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim mądrzejszym ode mnie basowo osobom, które starały się mi pomóc zdalnie, np. udzielając cennych rad.
Ale do rzeczy. Kiedy, koniec końców Yamaha trafiła we właściwe ręce, dosłownie tego samego dnia, odezwali się inni lutnicy Szczecińscy, których próbowałem namówić na  wykonanie siodełka w ciągu tego miesiąca (!!!). Pozostawię to bez komentarza.
Na miejscu (u Ligmana), przekonałem się, jakim jest równym człowiekiem i fachowcem, a także jak dużo zleceń ma. Instrument był gotowy następnego dnia - wymienione siodełko, szlif progów, ogólna kosmetyka...morda mi się uśmiechała od pierwszej sekundy, gdy wziąłem Yamaszkę do ręki. Nastąpiła chwila prawdy, czyli żenująca sytuacja. Idąc po odbiór, mniej - więcej poukładałem sobie, jakie "kawałki" zagram, żeby przesłuchać większość progów; "Head like a hole", "Money", coś z RATM, coś ze slide'ami... Ale gdy podłączyłem się do EBS-a HD 350 i pouderzałem w puste struny, napawając się dźwiękiem ich wybrzmiewania, najzwyczajniej w świecie zawiesił mi się matrix. Nic, pustka, zero w mózgu. Nagle zapomniałem jak się gra, nie potrafiłem "zebrać szczęki z podłogi". Mniej - więcej jak w zeszłym tygodniu w centrum Szczecina, gdy obok mnie przejechał Moskwicz 408 w stanie idealnym, CHYBA na francuskich numerach i z wrażenia zapomniałem go sfotografować. Porozmawialiśmy sobie jeszcze, przy okazji utwierdzając mnie w przekonaniu, że aktualnie w moim budżetowym instrumencie, najsłabszym ogniwem jest mostek. 
Po powrocie do domu, pogrywając na domowym sprzęcie (w sumie nie  mogłem basu puścić z łap przez cztery godziny), zauważyłem z niepokojem, że owszem mój wzmacniacz spokojnie kwalifikuje się jako "bardzo przyzwoity", to jest nadal tylko budżetowy. Uderzyło mnie, jaka ogromna różnica jest pomiędzy moim Hiwatt-em "made in china", a EBS-em "made in sweden", nawet pomijając różnice brzmieniowe, charakterystyczne dla marki.
Kolejną sprawą, w sumie najważniejszą, jest finalne brzmienie. W tym miejscu się zatrzymam, ponieważ struny są jeszcze świeże i cokolwiek napiszę, nie będzie miarodajne.
Albo tak: ECB81 mają heksagonalny rdzeń, do tego siedzą na grafitowym siodełku...zaś producent brzmienie określa "warm/mellow". Ciekawe czemu? ;-)

To by było tyle na dziś, wracam uczyć się artykulacji na flatach.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz