"C
hcieć czegoś od życia to jak z dłubaniem w nosie - trzeba się sporo nakręcić żeby coś wyszło" (mądrość ludowa, autor nieznany)

czwartek, 3 lipca 2014

Basowo: Chińczyki dwa, czyli mój kawałek podłogi (AKTUALIZACJA)

Witajcie!

Dziś wpis na temat basowy, mimo iż ze mnie basista zdecydowanie kanapowy. Dlaczego więc? A to dlatego, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy zakupiłem sobie dwie kostki. I w związku z tym chciałbym podzielić się z Wami moimi wrażeniami. Spokojnie -
NIE, TO NIE BĘDZIE RECENZJA!
Ale najpierw podkład. Kawałek, który bardzo chętnie gram, choć linie basu trudno nazwać szczególnie wyrafinowaną. Jest prymitywna, po prostu! Ale za każdym razem, gdy się za nią zabieram, gęba samoistnie przybiera kształt banana. Ponieważ dziś wpis bez żelaza, to przynajmniej pojawia się ono w wideo:

Pierwsze pytanie, które przychodzi zwykle na myśl to 'po co te efekty?'. Właściwie odpowiedź zawiera się powyżej - basowanie to dla mnie przyjemność, i tak ma pozostać. A efekty pomagają 'wycisnąć' jeszcze więcej radości z grania. Brzdąkania znaczy :-)
Oczywiście oprócz tego, w głowie kilka swoich brzmień, do których dążę.

Na dzień dzisiejszy mój chiński zalążek pedalboardu przedstawia się następująco:
lewy narożnik - Digitech Bass Driver,
prawy narożnik - Behringer Bass Chorus:
Przejdźmy do konkretów:

- Pierwsze wrażenie?
Behringer ma plastikową obudowę, a gałki kręcą się z wyraźnie mniejszym oporem...ba! w tym efekcie autentycznie wszystko jest krzywe! Dostęp do baterii wymaga użycia np. śrubokręta.

O niebo lepiej jest w Digitechu - obudowa jest metalowa, gałki chodzą z 'solidnym' oporem, a gniazda wyglądające na zdecydowanie mocniejsze, są skręcane. Dostęp do baterii wymaga tylko 'chwytu basisty' :-)
Co nie zmienia faktu, że obcując z oboma ma się wrażenie solidności. No dobrze, względnej :-) Bo zdecydowanie nie czuć, że coś odpadnie albo całość się rozpadnie. Słowem - nie szkoda deptać!

- Jak to brzmi?
Dobrze, napewno przynajmniej przyzwoicie. A jak się weźmie pod uwagę ceny to tym bardziej. Oczywiście, trudno spodziewać się niewiadomo jakiego brzmienia, zaś każdy z efektów ma swoje "humory".
Polega to na tym, że Chorus - podobno kopia Bossa - lepiej "dogaduje się" z Yamahą, jest większa dynamika, wrażliwość na artykulację, bardziej słychać "nowoczesny sound", więcej "powietrza". Pamiętam, że kiedyś udało mi się ukręcić "coś z fretlesa", było to możliwe BYĆ MOŻE dlatego, że na Yamaszce wiszą szlify.
Odwrotnie z Driverem. Mam wrażenie, że po podłączeniu Yamahy coś dziwnego dzieje się z dołem pasma. Nawet jak jakimś cudem dół wreszcie się przesteruje (choć zwykle w miarę rozkręcania gałki Morph po prostu się cofa), to i tak jest to taka "lepka mgiełka", nieprzyjemnie zamulająca brzmienie. Może to kwestia strun, może charakteru Yamahy z dużą ilością naturalnego, ale dynamicznego i "warkoczącego" dołu. Nie wiem.
Sytuacja diametralnie zmienia się grając na "Paździerzy" (chińskim P-basie "marki" Lentamente) - przy chorusie mam wrażenie nienaturalności, choć brzmienie nie jest złe. Zaś przy Driverze - WOW!!!
Po prostu - nie ma ustawienia gałek, w którym bas brzmiałby źle lub słabo, to co wypływa z głośnika mojego komba zachęca - więcej! mocniej! szybciej! głośniej! I to na naprawdę zdechłych strunach!

- Warto?
Behringer - kupiłem bez ogrywania, trafiła się "okazja" - nówka bez opakowania, ale z gwarancją, za nieco więcej niż połowa ceny. I w tym kontekście to był naprawdę zakup roku. Wiedziałem czego się spodziewać i to dostałem. Za normalną cenę...nie wiem, choć bardziej tak.

Digitech - dość długo się motałem, bo może trzeba było uzbroić się w cierpliwość i uzbierać na "coś lepszego". Po obejrzeniu kilkunastu filmików na YT, a w końcu ograniu za pomocą kilku basów, kupiłem jako budżetowy substytut droższych konstrukcji. Wielki plus dla Bass Driver'a za 'ukręcalność', bo nie jest oczywistością nawet w droższych kostkach możliwość dość radykalnej zmiany charakteru. I tak, warto.

Poniżej kilka moich próbek granych za pomocą Yamahy, na oba pikapy. Ustawienia gałek widać na ekranie. Jeśli chodzi o brzmienie na filmikach, to niestety trudno spodziewać się cudów - kabelek z efektu (mimo, że wysokiej jakości) podłączony bezpośrednio do wejścia zintegrowanej karty dźwiękowej w komputerze. Nagrywane za pomocą Audacity, bez korekcji, kompresji, efektów, z podbiciem wejścia 0,4. Obraz dodany i całość złożona do kupy w Openshot. Zagrane krzywo, bez zachowania timingu i przyzwoitej artykulacji - niestety nagrywałem bez odsłuchu :-(

1. Jak działa gałka "Morph":

2. "Sample settings" z instrukcji Digitech Bass Driver:


3. "Sample settings" z instrukcji Behringer Bass Chorus BCH100:


Na razie filmików/próbek z Paździerzą nie będzie, bo po dzisiejszej zmianie strun nie jestem w stanie fizycznie jej wyregulować, jakbym nie kombinował zostaje kosmiczna akcja strun.

- Bypass?
JASNE!
Taki żarcik :-)

Na koniec jeszcze konkluzja - w ostatnim czasie, także przy okazji ogrywania Digitecha macałem/testowałem kilka instrumentów, czego konsekwencją było to, że na dzień dzisiejszy moja prywatna lista "TOP 3 najwygodniejszych basów"  wygląda następująco:

1. Spector Euro
1,5. Ibanez SR
2. Jazz (ale chyba nie każdy - jeden Squier miał gryf średnio wygodny)
3. Moja Yamaha RBX 270J + Ibanez SRX.

Gdzieś wysoko znajduje się też Warwick, ale ponieważ nie pamiętam jaki to model, to tylko o tym z przyzwoitości wspominam.

I to by było na tyle, następny wpis będzie zdecydowanie złomniczy!

2 komentarze:

  1. Spector Euro? SRSLY???

    Na żadnym Nexusie widać nie grałeś. Ten to dopiero wygodne wiosła robi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SRSLY!!!

      Prawdopodobieństwo wejścia do sklepu i ujrzenia wiszącego/stojącego tam Nexusa należy do gatunku niskich :-)

      Usuń