"C
hcieć czegoś od życia to jak z dłubaniem w nosie - trzeba się sporo nakręcić żeby coś wyszło" (mądrość ludowa, autor nieznany)

środa, 5 marca 2014

Rżycie: "piękna nasz Polska cała" + Hondy i takie tam...

Witajcie!

No pięknie! (tak, nie zaczyna się zdania od 'no') Już środa, a ja dopiero robię wpis który planowałem na poniedziałek. Wpis o moich trzech dniach bez basu (sztywny futerał się nie zmieścił, a szmacianego wolałem nie ryzykować), podczas których zrobiłem po polskich drogach prawie 1100 kilometrów. Dokładniej rzecz biorąc, kilometry nabiłem w ciągu dwóch dni, zaś trzeci był dniem stacjonarnym. W poniedziałek miałem napisać małe podsumowanie/reminiscencje...a ponieważ jest środa, to tylko wspomnę, że:

- Zrobienie takiego dystansu samochodem z małolitrażowym silnikiem nie należy do przyjemności.
- Szczególnie głupio wypada taka podróż bez działającego radia - jakiegokolwiek nagłośnienia.
- Jeszcze bardziej nie lubię osobówek na długie trasy.

Na szczęście używany przeze mnie pojazd nie jest aż tak "nowoczesny" - nie ma masakrycznie pochylonej szyby, która uniemożliwiałaby obserwacji drogi. Także pozycja za kierownicą jest w miarę siedząca a nie leżąca, dzięki czemu zmęczenie nie jest aż tak dotkliwe, a kręgosłup mi nie pękł! Tylko kierownica mogłaby był bardziej pochylona, bo trzymanie przez kilka godzin rąk w górze jest niestety odczuwalne. Szczególnie na następny dzień.

- Polskie drogi, szczególnie niektóre, są oznakowane FATALNIE!
Na szybko przypominam sobie zachodni dojazd do Opola (szczególnie gdy chce się ominąć centrum), okolice Krapkowic, oraz aktualny objazd Gorzowa z S3. Na szczególne wyróżnienie (moim zdaniem) zasługuje wjazd na A4 na wysokości Opola:
1. - ukryty przed wzrokiem kierowców drogowskaz z informacją, który pas kieruje w którą stronę (Wrocław i Katowice są raczej w przeciwnych kierunkach!).
2. - brak JAKIEJKOLWIEK informacji, że autostrada jest płatna, ile płatna, ani w jaki sposób! Dojeżdża się do bramki i...nic. Szlaban zamknięty, gostek siedzi za szybą. Jak się dobrze przypatrzyć (!!!), to tuż przed stoi POMARAŃCZOWA skrzynka z miniaturowym ŻÓŁTYM napisem "naciśnij" nad przyciskiem. To wszystko. Nawet na wydrukowanym 'bilecie' jest wyłącznie informacja o przewidzianych karach.
Sama A4 pełna jest drogowskazów, które nic nie mówią, np. "Wyjazd 146", albo "PA 245" WTF??? Oczywiście wiem, że cyfry oznaczają kilometry - ale w jaki sposób takie coś ma mi, jako kierowcy pomóc poruszać się po autostradzie to ja nie wiem...

- Podczas podróży i na miejscu zrobiłem kilkaset zdjęć, z których część wkrótce tutaj opublikuję. Będzie srogo! :-) na zachętę delikatna próbka:
Ze względu na ilość, ale także zawartość zdjęć - a więc ochronę oczu czytaczy / oglądaczy, postanowiłem publikację podzielić na co najmniej 2 wpisy. Pierwszy mam nadzieję jutro.

A miało być merytorycznie...;-)

Jeszcze tylko kilka słów w temacie Hondy. Rzucając jedną luźną uwagę w ostatnim wpisie nie spodziewałem się takich reakcji. Pomijając oczywiście nieopublikowane z obiektywnych względów anonimy z uwagami typu "jesteś nieumytym męskim przyrodzeniem" (oczywiście to wersja ocenzurowana) albo, że grozi mi "niezapowiedziana wizyta domowa" (i kilka innych); nikt nie odniósł się merytorycznie do moich uwag, a w opublikowanych komentarzach mamy:
- wycieczki osobiste, 
- epitety, 
- groźby karalne,
- nawoływanie do przemocy.
Nie żebym się jakoś mocno przejął, ale ciekawe...chyba od dziś spokojnie mogę twierdzić, że Honda to nowe BMW!
Na koniec zostawiłem sobie nieopublikowany komentarz Qropatwy:
"To nie jest moja ulubiona marka:) Moja ulubiona marka to MB. I spoko, to tylko dyskusja. Grzybne podejście nie jest epitetem tyko żartobliwym określeniem podejścia do motoryzacji. Praktyczne auta to jedno ale jak ktoś kocha motoryzację to lubi mieć coś jeszcze niż tylko taboret na 4 kołach - i to chyba zupełnie naturalne. To co piszesz to detale a do tego bardzo ogólne. Jechałeś nowym Accordem? Suzuki są spoko ale nie wyglądają tak fajnie i nie niosą (dla mnie) za sobą żadnych emocji. Tak samo można by oceniać klasyki z przeszłości - oj jakie one nie praktyczne - ale jakie FAJNE. "

Ileż to razy słyszałem lub czytałem takie coś. Przecież skoro lubię WSIADAĆ, a nie wyginać się w 'paragraf', by kłaść się do samochodu, zaś w samochodzie wygodnie SIEDZIEĆ na fotelu a nie leżeć jak na leżance ginekologicznej z rękami uniesionymi jak orangutan, najlepiej zapieprzając 200km/h po mieście to od razu chcę siedzieć na taborecie i nie lubię motoryzacji.
Normalnie muszę bloga zamknąć i przestać czytać Złomnika!!!
Tak ciężko zrozumieć, że nie lubię "walki z materią"? Że chcę, by samochód mi służył, a jazda i patrzenie na niego sprawiały mi przyjemność?
Emocje? Spróbuj przewieźć przez pół Polski (głównie teren górzysty, bez autostrad) na pace paleto-zbiornik 1000 litrów, wypełniony do połowy cieczą. I to szybko, bo klient czeka!
I na koniec coś, co mnie całkowicie dyskwalifikuje: KOCHAM DIESLE!!! Szczególnie te stare. Uwielbiam ten dźwięk, sposób reakcji na gazowanie i ZAPACH! Tak spaliny jak i ropy podczas tankowania.
I CO TERAZ?

P.S."Aktualna" Honda Civic (tzn. któraś z tych nowych generacji, które wyglądają identycznie) jest jednym z kilku samochodów, z których podczas 'macania' w salonie po prostu uciekłem.


9 komentarzy:

  1. Prepare the hate-cannons!

    Ciężko się odnieść do Twoich argumentów o Hondach, bo ich tu nie podajesz. No ale przytoczę te z komentarzy do poprzedniego wpisu, skoro już wiem do jakiego modelu to (Civic XI - poziom jechania bardzo mocny ;) )
    - brak dachu (pochylone boczne szyby) - no i co z tego, że pochylone? Hełm z rogami nosisz, że potrzeba szerokości na wysokości głowy? Mi wystarczy. Nie wiem na co komu wysoko prowadzony dach - wyżej położony środek ciężkości i tyle.
    - brak miejsca (j.w. + wszystko zaokrąglone i zaplastikowane) - owszem, w porównaniu do hangaru lotniczego jest dość ciasno. W porównaniu jednak do innych aut klasy kompaktowej, wnętrze jest zaskakująco pojemne. Owszem, deska rozdzielcza dość masywna, co może powodować wrażenie ciasnoty - ale wrażenia, a rzeczywistość to nie to samo
    - brak widoczności (j.w. + leżąca pozycja + absurdalnie pochylona przednia szyba, która służy do podgrzewania wnętrza i odbijania się w niej wnętrza, przy okazji uniemożliwiając podniesienie głowy z tej okropnej pozycji) - dobra, widoczność faktycznie słaba. Ale w życiu nie widziałem, żeby mi się coś w tej szybie odbijało. Tym bardziej nie miałem problemów z podnoszeniem głowy. Zdejm ten hełm z rogami, to problemy miną ;)
    - paskudny wygląd - tutaj no.1 to Jazz (podobny do czopka) i CRV (który Mk1 był bardzo sensowny!). - że tobie się subiektywnie nie podoba (a wygląd nie jest kryterium obiektywnym), nie czyni z tego argumentu, więc pomijam.

    i argumenty z tego wpisu:

    -kładzenie się i leżąca pozycja za kierownicą - jesteś pewien, że oglądałeś Civika IX? Bo w CRXach to owszem, pozycja leżąca. Ale tak od trzech generacji wręcz przeciwnie.

    -diesle - są. Zarówno 1.6 jak i 2.2 - są bardzo przyzwoite. Nie są stare? No nie oczekuj starego diesla w nowym aucie. W starszych modelach były 1.7 z ISUZU i 2.0 z Rovera, jak lubisz jeździć czymś absurdalnym.

    "chcę, żeby samochód mi służył" - muszę się swojego zapytać, co robi, bo mi się zawsze wydawało, że służy. I to znakomicie i bezawaryjnie. Do tego jazda i patrzenie na niego sprawia mi przyjemność. Aż zacytuję: "I CO TERAZ?"

    Sensowność niektórych modeli Hondy (w tym Civika) wypunktowałem już w swoim przeglądzie modeli, więc nie będę tu wszystkiego kopiował.
    Niemniej jednak argumenty muszę z Twojego wpisu wywlekać siłą, bo są podane w sposób, nazwijmy to, "nieoczywisty". Więc trochę trudno się do nich odnieść :)
    Tego tekstu o 200km/h po mieście nie rozumiem? To Hondą trzeba tak jeździć? To gdzieś zapisane jest? Bo ja durny już szósty rok jeżdżę i 200km/h przekroczyłem raz. Do tego nie w mieście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze sam wywołałeś wilka z lasu - więc czemu się dziwisz? Sam potem pisałeś z radością, żeś prowokator a potem wielce oburzony. Po drugie - rozmawiali my o Accordzie (a nie Civicu), więc konkretnie - w jaki dokładnie paragraf się wyginasz wsiadając do niego? Podejrzewam, że w jakiś wyimaginowany. Na poważnie to czym różni się ten proces od wsiadania do Passata, Mydeła czy jakiejkolwiek innej konkurencji Z TEJ KLASY. Wiec to by było na tyle jeśli chodzi o ten bzdurny argument. O jakiś nogach na szybie to już nie wspominam szerzej, bo szkoda pisać. W każdym aucie pewnych warunkach oświetleniowych/porze roku coś tam się w tej szybie odbija. Z czym tam się jeszcze rozprawić? Piszesz, że chcesz żeby cytuję: by samochód mi służył, a jazda i patrzenie na niego sprawiały mi przyjemność. Mnie również i to jest meritum odnośnie Hond. Poza tym właśnie zupełnie tego nie widzę w Twojej argumentacji, skoro piszesz o Suzuki:) A taki Accord doskonale wpisuje się w to co piszesz - służy, jest ładny w środku i na zewnątrz. Więc nie wiem już skąd u Ciebie ten diss na Hondę? Po trzecie sam nie odnosisz się do argumentów a na dodatek tworzysz jakieś dziwne konstrukcje, jak ten argument o przewożeniu 1000 litrów czegoś tam gdzieś tam. Na tej samej zasadzie może spróbuj przewieźć Masterem 200 tonowy pociąg na dachu. To dopiero byłyby emocje. Czego to dowodzi? Niczego. Porównujmy porównywalne z porównywalnym.
    A propos złomnika to w komentarzach często czytam zachwyty nad Dacią Logan czy tam innymi podobnymi. Do czego to doszło... Czy tak ciężko zrozumieć, że niektórzy lubią coś innego niż taborety? Może to się odbyć z 5 czy 10% stratą na praktyczności ale co z tego? Postrzeganie motoryzacji wyłącznie przez pryzmat praktyczności jest smutne. Po prostu. Chyba nie po to tworzymy nasze blogi by pisać o praktycznych Octaviach i zachwycać się Dacią Logan, czy Suzuki jakimś tam?
    Diesle? Ja też lubię diesle, zwłaszcza te stare. I co teraz?
    Jeśli to prawda z tymi pogróżkami to oczywiście smutne.
    Dziękuję za uwagę i mam szczerą nadzieję na publikację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę sobie odpowiedzieć na komentarz Twój i Yossariana (14:44) w jednym.
      - Mnie nie chodzi o to, że Hondę "darzę szczególna niechęcią", po prostu, jak wielu innych producentów nie ma nic sensownego w ofercie; w tych kilku modelach widać prawie wszystkie niedobre trendy we współczesnej motoryzacji. Dla przykładu - w ofercie Forda widać już wszystkie - w tym downsizing.
      - Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś lubi, albo nawet kocha współczesna Hondę. Tylko czemu tak Wam przeszkadza, że ja nie lubię? Jak jedziemy po VAG-u albo Oplu to OK, ale jak Honda, to się gwałtowne larum podnosi!
      - Sąsiad miał Accorda,w dodatku kombi i kiedyś podrzucił mnie do warsztatu po mój samochód. Wrażenie moje było takie, jak już tyłek wylądował prawie na asfalcie, że aż się go zapytałem, czy widzi dokąd jedzie? Tylko się głupio skrzywił. Kilka miesięcy później przyszła śnieżna zima, a on nie mógł wyjechać z parkingu; na szczęście Master jest wysoko zawieszony i po podpięciu linki go wyciągnąłem. Na wiosnę kupił sobie SUV-a :-) A fotel (ba! podłoga!) jest niżej niż w Pasku czy Mondeło.
      - Mea Culpa, że nie wyłuskałem konkretnie co mnie nie pasuje we współczesnych Hondach (ale także innych markach):
      * ta nieszczęsna przednia szyba, i wszystkie inne absurdalnie pochylone. Jeśli nadal nie wiecie, o co mnie chodzi, to stańcie z tyłu Jazza i zobaczcie, jak jest szeroki, a jak blisko siebie są fotele i ile miejsca w ten sposób jest zmarnowane.
      * "nadmuchanie" znów Jazz jest świetnym przykładem i różnica w stosunku do poprzedniej generacji.
      * komputery, mnóstwo komputerów i tabletów. I przyciski - mnóstwo i malutkie. Razem z poprzednim punktem łączy się jeszcze fakt dziwacznych kształtów, uniemożliwiających zwyczajne wytarcie kurzu. Próbował któryś wytrzeć, albo chociaż dotknąć koniec podszybia?
      * (skoro znów pojawia się ten "taboret") zawieszenie jak w taczce - niskie i twarde. W pakiecie razem z wielkim zwisem przednim gwarantuje niezłe przygody przy próbie sforsowania krawężnika. Emocje po pachy!
      - Tak, samochód ma mi służyć - nie chcę walczyć z idiotycznymi rozwiązaniami, nie chcę się męczyć samochodem, chcę skupić się na przyjemności z jazdy i przejechać z punktu A do B w wygodnie. Razem ze współpasażerami i bagażem.
      - To z paleto zbiornikiem gwarantuje kupę emocji (przesuwający się gwałtownie środek ciężkości), w dodatku jest przewidziany obowiązującym stanem prawnym. Codziennie tysiące kierowców tak pracuje. Z wagonem na Masterze już nie.
      - Co do oferty Dacii...po pierwsze niesprawiedliwie wrzucasz do jednego wora ze współczesną Skodą. Ale niech Ci będzie. Po drugie moim zdaniem to najlepsza oferta na rynku. Taki Logan/MCV za 1/3, albo nawet 1/4 ceny Accorda zjada go w każdej dziedzinie tak, że nie zostają kosteczki. Może sprawą otwartą pozostaje różnica niezawodności, ale gniją tak samo szybko. I uważam, że w tej chwili Logan/Sandero/MCV jest najlepszą osobówką na rynku. W trójce najgorszych ma u mnie zapewnione miejsce aktualny Civic. Ale spokojnie, najgorszym samochodem w Europie jest od lat VW T5. Tego szajsu się chyba nie da pobić!
      - CRX - to inna para kaloszy, on niczego nie udawał (jak był produkowany) i taka a nie inna pozycja wynikała z charakteru tego modelu.
      - mam około 175 cm wzrostu, nie jeżdżę w hełmie, czasem w czapce, ale w większości współczesnych osobówek jest mi bardzo ciasno. Nie tylko w Hondach.
      - Przy okazji chciałem rozprawić się ze stereotypem z jakim miałem i mam często do czynienia:
      Honda/emocje = wysokoobrotowy silnik + strzałka na czerwonym polu + nisko + szybko(!!!) + ropa jest dla traktorów.

      Na koniec - nawet mój znajomy, były już Saabiarz nie reagował tak gwałtownie!

      Mam nadzieję na uważne przeczytanie; tym bardziej, że podczas pisania dwa razy padł mi internet :-)

      Usuń
  3. Kurde, a mi w Hondach jakoś zawsze wygodnie - poprzedniemu Jazzowi (niestety jechałem tylko jako pasażer) mógłbym zarzucić jedynie zbyt twardy zawias. A miejsca jest tam tyle, że byłem w szoku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie się zgadzam! Stare Hondy były bardzo OK, aż do poprzedniej generacji Jazza i ostatniej normalnej generacji Civic-a - tego z dźwignią w konsoli. Później jest tylko gorzej, dużo gorzej. Z Acordów uważam tylko dwie generacje - tę z roku 1981 (razem z Civikiem, MNIAM!!!) i ostatnią normalną, z charakterystycznym przetłoczeniem wzdłuż nadwozia, choć już wtedy fotele były o wiele za nisko.

      Usuń
  4. Tak z ciekawości, czym jechałeś i z jakim silnikiem? Bo ja moim Lacetti z 1.4 95KM zrobiłem już wawa-gdynia i wwa-wrocław i w sumie nie narzekałem. Chociaż rzeczywiście jakby był 1.6 to było by lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzmy, że pewnym azjatyckim autkiem, wyposażonym w aluminiowy silnik 1,0 o oszałamiającej mocy 70 KM :-)
      Lacetti (znaczy Lanos? czy Nubira?) to przy tym limuzyna!

      Usuń
  5. Ja najbardziej poważam Accorda pierwszego i IV - tego niskiego - i zwłaszcza Aerodecka. Ciekawostka - podobno inżynierowie Hondy pracowali 1,5 roku nad zapewnianiem jak najlepszych wrażeń dźwiękowych w kabinie. W najnowszym siedziałem i siedzi się w nim zupełnie normalnie. Leżak to był w mojej byłej Preludzie III - miała wysokość nadwozia 1295 mm :)
    Co do reszty to widzę, że znowu rozmijasz się z tematem i nie dziwota:) Meritum dyskusji nie polegało na tym, że ktoś tu broni na siłę Hondy tylko na tym co twierdziłem wcześniej - czyli, że we współczesnej motoryzacji Honda jeszcze daje radę i ze świecą szukać takiej innej marki z tyloma atutami. Co ważne marki, która jest JAKAŚ. Podałeś Suzuki, które jest idealnym przykładem marki, która jest NIJAKA. W przypadku zdecydowanej większość ich modeli umarł bym z nudów nie tyle od jazdy ale od samego patrzenia na nie.
    Oczywiście, że taki Logan to dobra fura ale po co się tym zachwycać? I jak ma zjadać Accorda skoro to inna klasa? W stosunku to niego to wygrywa TYLKO ceną, cała reszta parametrów jest obiektywnie gorsza. Tyle, że tak jak pisałem wcześniej - porównywać porównywalne.
    "Przy okazji chciałem rozprawić się ze stereotypem z jakim miałem i mam często do czynienia:
    Honda/emocje = wysokoobrotowy silnik + strzałka na czerwonym polu + nisko + szybko(!!!) + ropa jest dla traktorów"
    To akurat ze mną totalnie źle trafiłeś bo ja nienawidzę katowania Hond na czerwonym polu - uważam to za zdebilenie. Wiem, że jak inżyniery Hondy dają w pewnym zakresie obrotów czerwone pole to nie po to by na nim cały czas śmigać. Poza tym zazwyczaj maksymalna moc, czy moment jest delikatnie przed nim, więc też bez sensu. Co do diesli - to samo - lubię.
    Tak więc podsumowując sam wywołałeś tę dyskusję, opierając się już nie wiem o co. Kto sieje wiatr - ten zbiera burzę. Musisz pamiętać o tej zasadzie:)
    PS. Zobacz - Leniwcowi tez jakoś było wygodnie w poprzednim Jazzie (który nie różni się niczym istotnym od tego aktualnego). To o co chodzi zapytam?

    OdpowiedzUsuń
  6. Lacetti to chyba lanos no ale rzeczywiscie 1.0 to trochę mało :)

    OdpowiedzUsuń