"C
hcieć czegoś od życia to jak z dłubaniem w nosie - trzeba się sporo nakręcić żeby coś wyszło" (mądrość ludowa, autor nieznany)

wtorek, 20 sierpnia 2013

"Dawaj rentę!", czyli - miał być weekend

Salvete!
 Podejmując decyzję o napisaniu tego posta pomyślałem sobie: jak to dobrze że moja karykatura bloga nie jest monotematyczna, i nie muszę trzymać się jednego tematu.
BA! Mogę sobie normalnie napisać wtręto-dygresyjkę na jeszcze inny temat, niezwiązany z tytułem.
Na przykład:
Internetowe wróbelki ćwierkają, że wygasł patent firmy Novax na krzywe progi ("fanned frets"), co zaskutkowało pojawieniem się gotowych propozycji lub zapowiedzi takowych dla zamożnych basistów; Można już zamawiać Mayonesa, LeFay-a, LittleGuitar-a (choć pewnie także wiele mniejszych wytwórni, o których nie mam pojęcia). Dingwall będzie musiał ceny obniżyć, czując gorący oddech konurencji na karku!
Teraz możliwa jest konfiguracja: fanned frets + grafitowy gryf + headless + co się tylko wymarzy ;-)
Już biegnę sprzedać nerkę i zamawiać!

Wracając do tematu:
W weekend 18-19.08.2013 odbyła się impreza z okazji 750-lecia Nowego Warpna. Pomyśleliśmy sobie z Wybranką, że warto się wybrać-dawno nie byliśmy! Mnie ostatnio tam zawiało w czasach "wycieczek promami ze sklepami wolnocłowymi". Warto tym bardziej, że kilka dni temu oddano do użytku wyremontowaną drogę przez Dobieszczyn. Stan tej drogi przed remontem wymuszał jazdę z maksymalna prędkością 20, w porywach 30km/h. Szybsza jazda kwalifikowała do kategorii "kamikadze".
Dodatkową atrakcją były "występy artystyczne"; widać że władze Nowego Warpna nie żałowały grosza na gwiazdy, które zaspokoją różnoraki gust.
Sobota rano - JEDZIEMY! przed nami głupie 40 kilometrów, przez Dobieszczyn!
Pierwsze wrażenie - wyremontowana droga równa, choć wąska. Ograniczenie prędkości - uwaga - dostosowane go rzeczywistości! Brak pobocza, ale jadąc zgodnie ze znakami nie sposób mieć problemy.
Wjeżdżamy do Nowego Warpna...
Od razu widać, że wiele się zmieniło, i to zdecydowanie na lepsze. Widać, że Nowe Warpno ma dobrego gospodarza, dbającego o miasto. Jakże inne wrażenie sprawiają miasta takie jak Szczecin i Warszawa, w których 'gospodarze', no cóż...
Wjeżdżając do miasta ma się wrażenie, że to Niemcy - wszystko uporządkowane, czyste, na swoim miejscu. Prosta sprawa - tuż przed wjazdem do 'centrum' znajduje się spory parking na kilkanaście samochodów. Niby nic, ale pozwala rozładować ścisłe centrum. W centrum również sprytny układ ulic jednokierunkowych, przy prawie każdej możliwość wygodnego zaparkowania. Nie da się jednak ukryć, że w ten weekend te rozwiązania, mimo że słuszne, były niewystarczające i władze muszą pomyśleć o dodatkowych rozwiązaniach. Miasto było po prostu zastawione, choć dzięki temu że w większości kierowcy wykazali się naprawdę spora kulturą (szok normalnie!), tragedii nie było.
Impreza zaczęła się przemarszem wojsk; miała być grupa rekonstrukcyjna w strojach wojska Szwedzkiego z epoki, ale chyba się nie dogadali ;-)



Idziemy na nabrzeże / plażę / port...
Dźwiękowcy się rozstawiają...
Tymczasem razem z Wybranką, korzystając z dobrej pogody, poszliśmy się rozejrzeć...



Ten gościu w kontuszu napierniczał tym samodziałem cały dzień! Nie widać tego, ale po prawej stronie poza kadrem stoi ekipa telewizji Szczecin.

Tymczasem na scenie pojawił się Kawalec w celu rozgrzania publiczności, która zaczęła gromadzić sie pod sceną...
...a gdy się zgromadziła, na scenie pojawiła się jedna z wielu gwiazd imprezy - Kabaret Skeczów Męczących. Tutaj opowiadali historyjkę o tym, jak doszło do rozbiorów...
 ..."DAWAJ RENTĘ!"
Było kilka skeczów, kilka piosenek...
Oczywiście, zamiast stać i cykać fotki, woleliśmy się dobrze bawić, dlatego tylko dwa zdjęcia ;-)
W międzyczasie poszliśmy zjeść piknikowy substytut obiadu. Swoja drogą - w normalnej cenie!! Niesamowite, ale w przeciwieństwie do niedawno zakończonego "TallShip cośtam" w Szczecinie nikt tutaj nie przeginał i można było się najeść smaczności, nie rujnując budżetu! Co prawda reklamowanej na folderach i internetach zupy rybnej nie udało nam się znaleźć.
Wydarzenia artystyczne przeniosły się do kościoła, towarzystwo zaczęło się powoli rozchodzić, ale to nie był koniec plenerowych atrakcji. Pod sceną rozstawiła się grupa rekonstrukcyjna, która mimo padającego deszczu, z encyklopedyczna dokładnością prezentowała ubiór z epoki oraz zwyczaje wojenne Szwedów.
Po nich, tuż obok swoje umiejętności prezentowali "Słowianie":

Jeszcze kilka widoczków z Nowego Warpna...




Przez część dnia na chętnych czekała "wodna taksówka" ;-)
A ci dalej przemaszerowali....
To oczywiście nie wszystko co widzieliśmy, braliśmy udział i fotografowaliśmy. Niestety, na wielu jest moja facjata, a wiele innych (z wszystkich, około 250) jest po prostu kiepskiej jakości.
Impreza trwała jeszcze w niedzielę, ale ze względów obiektywnych nie udało nam się wybrać na nią. Może następnym razem, bo to, że wrócimy przy najbliższej nadarzającej się okazji jest absolutnie pewne!
Warto i Wam polecam!

P.S. Oczywiście podczas takiej imprezy pojawiło się kilka ciekawych fur (choć mniej niż możnaby się spodziewać), ale ich zdjęcia znajdą się w najbliższym miksie...

4 komentarze:

  1. Czyli polecasz Nowe Warpno? Generalnie fajna nazwa - można zangielszczyć i już człowiek ma skojarzenia z podróżami międzygwiezdnymi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie polecam. Póki co, bardziej na weekend niż na urlop (dopiero rozbudowująca się baza noclegowa), ale nienachalność tego miejsca (w odróżnieniu od np. Pobierowa czy Darłowa) nastawia bardzo na tak.

      Usuń
  2. Impreza wygląda całkiem zacnie jak na taką małą miejscowość. Pełna organizacja jednym słowem :) No i miłe wspomnienia :)

    Pozdrawiam,
    skup aut Wrocław

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają konkretny budżet to i organizacja konkretna! Ciekaw jestem atrakcji w tym roku.

      Usuń