"C
hcieć czegoś od życia to jak z dłubaniem w nosie - trzeba się sporo nakręcić żeby coś wyszło" (mądrość ludowa, autor nieznany)

wtorek, 27 sierpnia 2013

Szał zakupów: Dean Markley NickelSteel Bass XM

Fogadtatás!
W cyklu "Szał zakupów" postanowiłem napisać parę słów (bo nie recenzję!!) o moim aktualnym zestawie strun basowych. Jak pisałem jakiś czas temu, moje dotychczasowe DR Black Beauties odmówiły współpracy, zaś jedną z opcji które brałem pod uwagę były "jakieś flaty". Przy okazji odpowiedni temat z forum z miastem w nazwie przeczytałem i nie byłem wiele mądrzejszy niż przed przeczytaniem.
Postanowiłem wiec pójść na żywioł i w moim (niekoniecznie) ulubionym sklepie muzycznym facetowi za ladą powiedziałem "najtańsze porządne struny do basu, czwórki". Ten pomyślał chwilę, i podał mi szare pudełko, o takie:
Kwestia otwartą pozostało dopasowanie rozmiarówki/grubości, zdecydowałem się na najgrubsze - XM, czyli 50-110. Wkrótce miałem tej decyzji trochę pożałować, ale po kolei.
Pierwsze wrażenie - ciężkie są!
Drugie - zimne jak diabli!
Stare struny zdjąłem i rozpocząłem procedurę zaawansowanego odświeżania (denaturat, później ciepła woda+płyn do naczyń, znów denaturat). Nie, o tym nie będę dziś pisać.
Przy zakładaniu nowych strun okazało się, że owijka najgrubszej struny (E4), kończy się zaskakująco szybko, zaś przy przycinaniu struny A3 coś się mnie popyrmyliło i uciąłem jakieś 4 cm za szybko. 
Nic to, ustawiamy - tak jak lubię i...pozytywne zaskoczenie. Struny nie tracąc dźwięczności dają się ustawić bardzo nisko, na granicy fretbuzu, to znaczy przy delikatnym/normalnym graniu jest czysto, natomiast przy dynamicznym/mocnym graniu struny dzwonią o progi jak trzeba - i tak praktycznie przez całą długość podstrunnicy!
Pozostając przy właściwościach fizycznych - struny są dość twarde, ale nie aż tak jak się obawiałem, podczas grania spokojnego prawie nie ma różnicy w stosunku do "normalnych" niklów albo stalówek. Co innego przy ostrym naparzaniu, na przykład podczas grania podstawowego riffu z "Luminol" S.Wilsona, przy akompaniamencie dzwoniących progów, opuszki palców prawej ręki potrafią zaboleć! Dzieje się to oczywiście w jakiejś części ze względu na mój brak doświadczenia, ale chyba jednak przede wszystkim ze względu na kształt oplotu - stosunkowo rzadki i ostry, szczególnie na strunie E.
Brzmienie.
Ponieważ już trochę czasu minęło, "szklanka" bezpowrotnie zniknęła z brzmienia. To, oraz fakt naprawdę fajnej wrażliwości na artykulację mogłoby wystarczyć za opis, ale nie jest tak różowo. Niestety, momentami mam wrażenie że zestaw jest bardzo nierówny - struny E i A z to jedno brzmienie, D i G to drugie. Nie jest dramatycznie, ale słychać pewna "dziurę w paśmie" - z jednej strony jest dużo fajnego "bulgoczącego" i dynamicznego dołu, z drugiej dużo dźwięcznej góry. I to chyba największa wada, być może akurat tylko mojego egzemplarza.
Podsumowując - struny świetnie współpracują z moja Yamaszką, uwydatniając jej "nowoczesny" charakter (do klasycznego brzmienia jej naprawdę daleko; także na sucho, z dechy). Zaś zmiana rozmiarówki przekonała mnie, że następny zestaw będzie w rozmiarze 50-105, no może 45-100. I cena - 15zł więcej od Hartke czy innych Warwicków ;-)

Jeszcze kilka fotek:
Bałagan na kołkach:
Siodełko dało radę ;-)

P.S. Powoli kształtuje się obraz kolejnego miksu autorskiego...tylko muszę przynajmniej jedną z upatrzonych fur ustrzelić!

2 komentarze:

  1. O, niedrogo. W W-wie są zazwyczaj w cenie D'Addario...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "najtańsze porządne struny do basu, czwórki"-is the key! ;-)

      Usuń